Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Carlos Ruiz Zafon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Carlos Ruiz Zafon. Pokaż wszystkie posty

24 listopada 2011

Światła września - C. R. Zafon


Lata 30-te, Francja. Po śmierci głowy rodziny pani Sauvelle i dwójce jej dzieci- Irene i Dorianowi, delikatnie mówiąc, nie powodzi się najlepiej. Do pewnego dnia, gdy sąsiad załatwia jej pracę i mieszkanie u fabrykanta zabawek - Larazusa Janna. Wkrótce okaże się, że ten bajkowy świat maszyn i pięknych wnętrz rezydencji Cravenmoore kryje w sobie wiele niebezpiecznych tajemnic.

Zafon już w pierwszych kilku zdaniach wyjaśnia, że to książka dla młodzieży, ale nie tylko do niej skierowana. Mamy tu także elementy fantastyki, a dwie powyższe rzeczy raczej mnie zniechęcają, niż nakłaniają do lektury. Cóż jednak mam zrobić, że Zafon to Zafon? Zakochałam się w nim po Cieniu wiatru, a Marina przypieczętowała moją miłość. Najmniej z dotychczasowych spodobały mi się właśnie Światła września.

Od początku uderza bardzo kwiecisty język i ciekawa fabuła. Obie te rzeczy w połowie książki zaczęły mnie nużyć - akcja, mimo, że przyspieszała z każdą stroną, męczyła. Coś jednak nie pozwoliło mi odłożyć tej książki- chciałam poznać rozwiązanie tajemnicy mrocznego miejsca i jego mieszkańców. Poznałam i... nic.
Nijak nie zniechęciło mnie to jednak do pisarza, gdyż klimat, jaki buduje w swoich powieściach jest niepowtarzalny i, szczerze mówiąc, bardzo chciałabym zobaczyć ekranizację tej książki, a szczególnie rezydencję Lazarusa. Myślę, że przyciągnęłaby ona do kin nie tylko młodzież, ale także wielu dorosłych.

Za egzemplarz bardzo dziękuję wydawnictwu MUZA


8 czerwca 2011

Marina - Carlos Ruiz Zafon


To moja druga, po "Cieniu wiatru", książka tego autora.
Poprzednią byłam zachwycona, mimo że z nieznanych sobie do dziś powodów 100 stron przed końcem odłożyłam ja na półkę i tam już została. Znajome nazwisko skłoniło mnie do zapoznania się z "Mariną".

To z jednej strony historia o miłości dwojga młodych ludzi, a z drugiej dawno zapomniana tajemnica, która ożywa na nowo w Barcelonie końca XX wieku za sprawą Oscara i Mariny.
Pewnego popołudnia postanawiają oni śledzić damę w czerni, która nie wiedzieć czemu przychodzi na cmentarz zawsze w ostatnią niedzielę miesiąca. Tego dnia całe ich życie się zmienia, gdyż powoli zaczynają zbierać części wielkiej układanki, jaką jest historia Michala Kolvenika - człowieka owianego niegdyś legendą, nieodgadnionego, a dziś już dawno zapomnianego przez miasto.

Od pierwszych stron byłam zauroczona wspaniałymi opisami miasta, o którym wiem tak niewiele, wielka zagadką, która z każdą stroną była coraz bliżej rozwiązania, ciekawą, choć trochę oklepaną już, historią miłości dwojga nastolatków.

Potem nie było już tak kolorowo. O ile historia Oscara, Mariny i Germana- jej ojca, a także pałacyku na Sarria bardzo mi się podobała, o tyle rozwiązanie zagadki Kolvenika sprzed lat z każdą stroną było coraz bardziej nieprawdopodobne i, cóż, nużące. Nie będę tu opisywać o które dokładnie momenty mi chodzi, aby nie psuć innym zabawy, powiem tylko krótko, że mówię tu o manekinach i tym, czym zajmował się Michal.

Bardzo ciężko powiedzieć jednoznacznie, czy książka mi się podobała czy nie, bo przez 2/3 byłam nią zachwycona i gotowa zasypać gradem pochwał na blogu, jednak końcówka i rozwiązanie zagadki bardzo mi się nie podobały.