Jak pamiętacie "W dżungli niepewności" niespecjalnie mi się podobała. Postanowiłam zajrzeć do kolejnego poradnika pani Beaty. I bardzo dobrze !
Pomysł na książkę zrodził się z listów czytelników do Beaty Pawlikowskiej na stronie oliwkowo.pl. Zdała sobie sprawę jak wiele osób zgubiło się gdzieś w tytułowej dżungli życia, tak jak ona niegdyś.
Książka podzielona jest na 44 rozdziały, w których autorka porusza bardzo wiele spraw, takich jak : alkohol, papierosy, anoreksja, bulimia, samobójstwo, diety, wybór życiowej drogi (studia), priorytety, marzenia, samorealizacja. Nie jest to czcze gadanie, bo wszystkim tym problemom i dylematom autorka musiała stawić czoła sama.
To nie jest kolejny psychologiczny poradnik o tym jak być szczęśliwym. To autobiograficzny zapis wędrówki w kierunku zrozumienia siebie i tego, co w życiu najważniejsze. Wędrówka pani Beaty trwała długo i nie była najprostsza, ale w końcu nadszedł ten etap, w którym znalazła swojego najlepszego przyjaciela- siebie i osiągnęła pełną harmonię.
"Właściwie jest to książka podróżnicza, bo opowiada o mojej najdłuższej podróży- przez życie"
Niesamowicie motywująca książka. Przecież podobno każdy z nas wie, że nasze sukcesy zależą od nas samych, że nie powinniśmy uzależniać swojego życia od innych, że tylko ciężką pracą możemy spełnić swoje marzenia.
Czy na pewno? Listy czytelników oliwkowo.pl, posty na rozmaitych forach i ludzie z naszego otoczenia to najlepszy dowód, że czasami potrzeba nam kubła zimnej wody, aby zrozumieć tak proste z pozoru rzeczy.
Spotkałam się z recenzjami, w których padają opinie, że książka jest infantylna, pełna żalu 15- latki, której "nikt nie powiedział, że..." i pełna durnych porad o tym, że papierosy i alkohol szkodzą. Jeśli te porady są infantylne to skąd kolejki w poradniach psychologicznych, wypełnionych ludźmi z depresją, skąd szpitale pełne anorektyczek, skąd tylu alkoholików? Przecież podobno to takie oczywiste. Warto zrozumieć, że nie dla każdego, więc nawet jeśli jedna młoda osoba po przeczytaniu książki dostrzeże te, z pozoru oczywiste rzeczy, to oznacza,że było warto.
Polecam serdecznie tę pozycję nie tylko osobom zagubionym, ale także takim leniom jak ja, którym łatwo jest usprawiedliwiać swój brak aktywności w jakiejkolwiek dziedzinie pracą/brakiem czasu/pieniędzy/predyspozycji* zamiast po prostu wziąć się w garść i DZIAŁAĆ.
*niepotrzebne skreślić
skip to main |
skip to sidebar
Tytułowa dziewczynka w zielonym sweterku to Krystyna Chiger, która w książce opisuje swoje wspomnienia z czasów II Wojny Światowej we Lwowie oczami 7- letniego dziecka.
Przed wojną rodzina Chigerów miała własny sklep z tkaninami, mieszkali w dużym mieszkaniu i powodziło im się świetnie do czasu aż w 1939 roku przyszła okupacja sowiecka i stracili wszystko. Mimo to wielu Żydów uciekało na wschód, do Lwowa właśnie, by uciec przed okupacją niemiecką.
W 1941 r. te tereny dostały się pod okupację niemiecką, a wielu Ukraińców witało Wehrmacht kwiatami i okrzykami radości.
Wtedy też rozpoczęły się pogromy Żydów z lwowskiego getta, którego zarządcą był Josef Grzimek.
Ignacy Chiger- ojciec Krysi działał na Grzimka w niewyjaśniony sposób. SS-man zdawał się podziwiać jego upór i odwagę w chronieniu rodziny, ale tym samym Chiger był najbardziej rozpoznawalną postacią w getcie i najbardziej narażoną na niebezpieczeństwo.
Krysia wspomina długie godziny, gdy rodzice wychodzili do pracy, a ona i jej mały braciszek - Paweł spędzali długie godziny w schowkach, budowanych przez ojca w różnych miejscach mieszkania, nie wiedząc, czy tym razem rodzice wrócą cali i zdrowi.
Otarli się o śmierć wiele razy - zawsze cudem udało im się jej uniknąć, cudem, a niekiedy także kosztownościami i złotem.
Życie jakie wiedli razem z innymi Żydami na Zamartynowskiej okazało się niczym w porównaniu z tym, co miało nastąpić. Pewnego wieczoru Grzimek puścił muzykę i kazał tańczyć wszystkim Żydom. Tańczyli, chcieli czy nie, nie wiedząc co oznacza ten ruch. Ignacy miał złe przeczucia i słusznie, ponieważ dzień później rozpoczęła się ostateczna likwidacja getta lwowskiego.
Wtedy też Ignacy postanowił wcielić w życie plan, który uskuteczniał już od jakiegoś czasu, a mianowicie dostać się wykopanym tunelem do kanałów Lwowa, by dać sobie choć cień szansy na przeżycie zagłady.
I tak właśnie poznali Leopolda Sochę - Poldka, który wziął rodzinę Chigerów i wiele innych osób pod swoje skrzydła. Za opłatą zobowiązał się bezpiecznie umiejscowić ich w kanałach i dostarczać żywność i inne niezbędne do przetrwania rzeczy.
Tak zaczęło się prawdziwe piekło i walka o życie, z której wielu nie wyszło cało, płynąc z nurtem podziemnej rzeki Pełtwi.
Żyli w smrodzie, brudzie i wśród szczurów. W tych trudnych warunkach stworzyli jedną wielką rodzinę z określonym planem dnia i podziałem zadań.
Ze wszystkich lwowskich Żydów ocalały tylko 3 pełne rodziny (rodzice plus dzieci), w tym rodzina Chigerów. Z kanałów wyszło 11 osób, uratowanych przez Poldka, który poza korzyścią finansową zdobył coś więcej- wspaniałą przemianę ze złodziejaszka, który dokonał najbardziej znanego wówczas napadu na bank we Lwowie, w człowieka, który odnalazł to, co w życiu najważniejsze - dobro i miłość.
Polecam każdemu przeczytanie tej pięknej i poruszającej historii, a jeśli już ją czytaliście to informuję, że pamiętnik Ignacego Chigera, o którym wielokrotnie wspomina Krysia został wydany :
29 czerwca 2012
29 maja 2012
W dżungli niepewności - B. Pawlikowska
O tym, że Beatę Pawlikowską wprost uwielbiam nie muszę chyba pisać, ale ta książka totalnie nie przypadła mi do gustu. Jako, że w dietetykę "bawię się" od paru ładnych lat, chętnie czytam wszystko, co porusza tę tematykę, przede wszystkim od strony psychicznej.
Powiecie, że nie zdaję sobie sprawy jak trudno jest żyć z zaburzeniami odżywiania i nie rozumiem Moniki. Otóż, doskonale zdaję sobie sprawę, lepiej niż mogłoby się to wydawać. Być może ja też jestem tak irytująca, tego nie wiem, bo na szczęście nie widziałam siebie z boku :)
Spróbuję zrobić jeszcze podejście do "W dżungli życia", bo z kilku fragmentów "W dżungli niepewności" wywnioskowałam, że może to być naprawdę wartościowa książka. Tej, opisywanej dziś, nie polecam, chyba, że macie anielską cierpliwość.
Książka to zapis rozmów 20-kulku letniej Moniki i autorki. Dotyka problemów zaburzeń odżywiania, ale przede wszystkim braku samoakceptacji. No i co z tego, skoro pani Beata dzieliła się swoimi doświadczeniami i masą motywujących porad, a Monika (szalenie irytująca mnie Monika!) jednego dnia pisała "Szamanko, teraz wszystko rozumiem, jestem panią swojego życia", a już w następnym mailu pisała, że nienawidzi go i jest słaba. Wszystko to oczywiście po to, by w kolejnym mailu napisać, że może wszystko i będzie nad sobą panować i zmienić zdanie w jeszcze następnym.
Pomijając tę, nadmiernie mnie denerwującą postać, totalnie nie odpowiadała mi konwencja książki, wydanej w formie maili. Strasznie ciężko się to czytało, zwłaszcza, że przy mailach nie było podanych dat i nie wiemy jak szybko moja ukochana bohaterka zmieniała swoje stany psychiczne.Powiecie, że nie zdaję sobie sprawy jak trudno jest żyć z zaburzeniami odżywiania i nie rozumiem Moniki. Otóż, doskonale zdaję sobie sprawę, lepiej niż mogłoby się to wydawać. Być może ja też jestem tak irytująca, tego nie wiem, bo na szczęście nie widziałam siebie z boku :)
Spróbuję zrobić jeszcze podejście do "W dżungli życia", bo z kilku fragmentów "W dżungli niepewności" wywnioskowałam, że może to być naprawdę wartościowa książka. Tej, opisywanej dziś, nie polecam, chyba, że macie anielską cierpliwość.
15 maja 2012
Faktotum - Ch. Bukowski
Faktotum to opowieść o marnym, z punktu widzenia przeciętnego śmiertelnika, żywocie Henry'ego Chinaskiego. Włóczy się po kolejnych miastach w USA, pracę zmienia średnio raz w tygodniu, ale nie przejmuje się tym, bo na sikacza zawsze starczy. Wynajmuje obskurne pokoje za kilkanaście dolarów, gdzie po paru głębszych z łatwością pisze opowiadania, które potem wysyła do gazet i które nie zostają nigdy opublikowane. Kobiety? Jak najbardziej, jakaś zawsze się kręci, ale nie na dłużej. No, może poza jedną, która świetnie nadaje się do kielicha i do łóżka, ale pójście w tango z innym nie stanowi dla niej najmniejszego problemu.
I tak dzień za dniem, tydzień za tygodniem, przemija sobie życie alter ego autora. Poznajemy tylko jego urywki, opisane niczym klatki z filmu, ale jednak układające się w spójną całość.
Pomyślicie, że to opowieść o codzienności pijaczyny, ale nie - to wiele przemyśleń o życiu, samotności, ambicjach i oczekiwaniach społecznych, napisanych prostym i bardzo dobitnym językiem, dzięki któremu książki się nie czyta, ale pochłania. Lektura ta jest mi bliska pewnie także dlatego, że, mimo, że mam stałą pracę i dość uporządkowane, choć cygańskie życie na walizkach, moja wizja świata niewiele różni się od tego, co widzi i czuje Chinaski :
„Byłem człowiekiem, któremu świetnie służy samotność. Rozkwitałem dzięki niej, a jej brak był dla mnie czymś tak uciążliwym jak dla innych brak wody czy pożywienia. Każdy dzień w którym nie było mi dane jej zaznać, osłabiał mnie. Nie traktowałem tego jako powodu do dumy; raczej jako formę uzależnienia.”
I tak dzień za dniem, tydzień za tygodniem, przemija sobie życie alter ego autora. Poznajemy tylko jego urywki, opisane niczym klatki z filmu, ale jednak układające się w spójną całość.
Pomyślicie, że to opowieść o codzienności pijaczyny, ale nie - to wiele przemyśleń o życiu, samotności, ambicjach i oczekiwaniach społecznych, napisanych prostym i bardzo dobitnym językiem, dzięki któremu książki się nie czyta, ale pochłania. Lektura ta jest mi bliska pewnie także dlatego, że, mimo, że mam stałą pracę i dość uporządkowane, choć cygańskie życie na walizkach, moja wizja świata niewiele różni się od tego, co widzi i czuje Chinaski :
„Byłem człowiekiem, któremu świetnie służy samotność. Rozkwitałem dzięki niej, a jej brak był dla mnie czymś tak uciążliwym jak dla innych brak wody czy pożywienia. Każdy dzień w którym nie było mi dane jej zaznać, osłabiał mnie. Nie traktowałem tego jako powodu do dumy; raczej jako formę uzależnienia.”
8 maja 2012
Ojciec chrzestny - M.Puzo
Jak zwykle z dużym opóźnieniem, dołączyłam do grona czytelników, którzy poznali to, co stało się już klasykiem literatury i kinematografii, a mianowicie "Ojca chrzestnego". Opóźnienie spowodowane tym, że ani gangsterka ani mafia nie interesują mnie specjalnie, a właśnie taki ogólny obraz tej książki stworzyłam sobie w głowie. I, delikatnie mówiąc, lekko minęłam się z prawdą.
Druga połowa lat 40-tych XX wieku, USA. Poznajemy rodzinę Corleone - jedną z sześciu wielkich rodzin mafijnych, działających w Nowym Jorku. Jej założyciej - doin Vito Corleone ma 4 dzieci : raptusa Sonny'ego, trochę nieudolnego Freddiego, córkę Connie oraz syna Michaela, który chce mieć jak najmniej wspólnego z interesami swojej familii. Po II wojnie światowej rodzina Corleone jest najpotężniejszym z nowojorskich klanów, jednak jej pozycja zostaje zachwiana po próbie zabójstwa dona Corleone, spowodowanej jego odmową w uczestnictwie w handlu narkotykami, którymi nie chciał się parać.
Gdy ten powoli dochodzi do zdrowia, jego rolę przejmuje porywczy Santino "Sonny", który zamiast chłodnego osądu wybiera ślepą chęć pomszczenia ojca, co wcale nie pomaga rozwiązać napiętej sytuacji i doprowadza do wojny między Rodzinami, ale nie tylko między nimi, bowiem siatka przyjaciół wielkiego dona Corleone sięga daleko poza Rodzinę, a nawet daleko poza Nowy Jork. Przyjaciół zdobywa, wyświadczając im drobne lub większe przysługi i odbierając dług (bynajmniej nie pieniężny) w najbardziej odpowiednim dla siebie momencie, wiedząc, że żaden z lojalnych dłużników nie śmie mu odmówić w obawie przed jego potęgą (w końcu jest specjalistą od składania "propozycji nie do odrzucenia"), a także z powodu wielkiej lojalności wobec niego.
Nie sposób omówić, choćby ogólnie, fabuły, gdyż jest ona tak wielowątkowa, że nikt nie zdołałby doczytać tego postu do końca. Poznajemy nie tylko dona i jego przeszłość, ale także każdego z członków rodziny - jego dzieci ( tu szczególnie warto zwrócić uwagę na zmianę postawy Michaela, który okazuje się być wielką podporą dla Rodziny w kryzysie), Toma Hagena - doradcę (consigliori) dona, jego dwóch caporegime - Clemenzę i Tessia oraz drugie połówki jego dzieci (Kay Adams i Carla Rizziego), a każda postać przedstawiona jest w sposób niezwykle barwny i dokładny.
Mogę z czystym sumieniem polecić tę świetną książkę, zwłaszcza jeśli nadal znajdujecie się w błędzie i sądzicie, że to męska książka o dziwkach i narkotykach oraz gangsterskich porachunkach. To zdecydowanie coś więcej, to opowieść o tym jak wielka jest siła rodziny, przyjaźni, o tym co to honor i lojalność i o tym, że "Za każdą wielką fortuną kryje się zbrodnia", jak głosi motto tej książki, myśl Balzaca.
Druga połowa lat 40-tych XX wieku, USA. Poznajemy rodzinę Corleone - jedną z sześciu wielkich rodzin mafijnych, działających w Nowym Jorku. Jej założyciej - doin Vito Corleone ma 4 dzieci : raptusa Sonny'ego, trochę nieudolnego Freddiego, córkę Connie oraz syna Michaela, który chce mieć jak najmniej wspólnego z interesami swojej familii. Po II wojnie światowej rodzina Corleone jest najpotężniejszym z nowojorskich klanów, jednak jej pozycja zostaje zachwiana po próbie zabójstwa dona Corleone, spowodowanej jego odmową w uczestnictwie w handlu narkotykami, którymi nie chciał się parać.
Gdy ten powoli dochodzi do zdrowia, jego rolę przejmuje porywczy Santino "Sonny", który zamiast chłodnego osądu wybiera ślepą chęć pomszczenia ojca, co wcale nie pomaga rozwiązać napiętej sytuacji i doprowadza do wojny między Rodzinami, ale nie tylko między nimi, bowiem siatka przyjaciół wielkiego dona Corleone sięga daleko poza Rodzinę, a nawet daleko poza Nowy Jork. Przyjaciół zdobywa, wyświadczając im drobne lub większe przysługi i odbierając dług (bynajmniej nie pieniężny) w najbardziej odpowiednim dla siebie momencie, wiedząc, że żaden z lojalnych dłużników nie śmie mu odmówić w obawie przed jego potęgą (w końcu jest specjalistą od składania "propozycji nie do odrzucenia"), a także z powodu wielkiej lojalności wobec niego.
Nie sposób omówić, choćby ogólnie, fabuły, gdyż jest ona tak wielowątkowa, że nikt nie zdołałby doczytać tego postu do końca. Poznajemy nie tylko dona i jego przeszłość, ale także każdego z członków rodziny - jego dzieci ( tu szczególnie warto zwrócić uwagę na zmianę postawy Michaela, który okazuje się być wielką podporą dla Rodziny w kryzysie), Toma Hagena - doradcę (consigliori) dona, jego dwóch caporegime - Clemenzę i Tessia oraz drugie połówki jego dzieci (Kay Adams i Carla Rizziego), a każda postać przedstawiona jest w sposób niezwykle barwny i dokładny.
Mogę z czystym sumieniem polecić tę świetną książkę, zwłaszcza jeśli nadal znajdujecie się w błędzie i sądzicie, że to męska książka o dziwkach i narkotykach oraz gangsterskich porachunkach. To zdecydowanie coś więcej, to opowieść o tym jak wielka jest siła rodziny, przyjaźni, o tym co to honor i lojalność i o tym, że "Za każdą wielką fortuną kryje się zbrodnia", jak głosi motto tej książki, myśl Balzaca.
24 kwietnia 2012
Piramida - H. Mankell i 3 lata bloga
Na wstępie chciałam powiedzieć, że żyję i mam się dobrze. Moja dwumiesięczna nieobecność bynajmniej nie była spowodowana brakiem przeczytanych książek. Wręcz przeciwnie - przeczytałam ich bardzo dużo, ale problem pojawiał się w momencie otwarcia edytora tekstowego - słowa jakoś nie przechodziły przez palce.
I tak z każdą kolejną książką. Cóż, chyba muszę zacząć, żeby sytuacja uległa zmianie i abym nie straciła serca do blogowania, bo właśnie w kwietniu mijają 3 lata, odkąd jestem w czytelniczej społeczności :)
Propozycję recenzji Piramidy otrzymałam od Biblioteki akustycznej. Skusiło tylko nazwisko Mankella, bo nie jestem fanką audiobooków, a opowiadań tym bardziej.
Na szczęście te teksty były o tyle długie, że mogłam spokojnie podążać za akcją.
W zbiorze opowiadań Piramida Mankell przedstawia nam młodzieńcze lata Kurta Wallandera - jego początki pracy w policji, poznanie Mony i narodziny jego córki Lindy, która w późniejszych powieściach jest już dorosłą kobietą. Bardzo dobry pomysł, jednak to mi nie wystarczyło.
Opowiadania nie porywają jakoś szczególnie pod względem zagadek kryminalnych, jednak co powieść to powieść. Mankell nie zawiódł jednak w jednej rzeczy, za którą tak go uwielbiam - w barwnych opisach przeżyć i rozmyślań bohatera.
Przeszkodą dla mnie była forma audio. Myślałam, że to dobry pomysł, bo nie zawsze znajduję miejsce w autobusie, a jednak przez godzinę przebijania się przez miasto warto coś robić. Nie wiem czy to głos pana Filipowicza, czy samo nagranie było tak ciche, ale przy większym szmerze nic już nie słyszałam, więc w zasadzie podczas jazdy autobusem, czy chodzenia w pobliżu ulicy o odsłuchu nie było mowy. A w domu nic nie stoi na przeszkodzie, by czytać książki w formie papierowej.
Nawet zmiana słuchawek niewiele pomogła.
Reasumując, warto przeczytać, żeby mieć pełny obraz osoby Wallandera, którego pokochało wiele osób na całym świecie, ale formę audio raczej sobie odpuszczę.
I tak z każdą kolejną książką. Cóż, chyba muszę zacząć, żeby sytuacja uległa zmianie i abym nie straciła serca do blogowania, bo właśnie w kwietniu mijają 3 lata, odkąd jestem w czytelniczej społeczności :)
Propozycję recenzji Piramidy otrzymałam od Biblioteki akustycznej. Skusiło tylko nazwisko Mankella, bo nie jestem fanką audiobooków, a opowiadań tym bardziej.
Na szczęście te teksty były o tyle długie, że mogłam spokojnie podążać za akcją.
W zbiorze opowiadań Piramida Mankell przedstawia nam młodzieńcze lata Kurta Wallandera - jego początki pracy w policji, poznanie Mony i narodziny jego córki Lindy, która w późniejszych powieściach jest już dorosłą kobietą. Bardzo dobry pomysł, jednak to mi nie wystarczyło.
Opowiadania nie porywają jakoś szczególnie pod względem zagadek kryminalnych, jednak co powieść to powieść. Mankell nie zawiódł jednak w jednej rzeczy, za którą tak go uwielbiam - w barwnych opisach przeżyć i rozmyślań bohatera.
Przeszkodą dla mnie była forma audio. Myślałam, że to dobry pomysł, bo nie zawsze znajduję miejsce w autobusie, a jednak przez godzinę przebijania się przez miasto warto coś robić. Nie wiem czy to głos pana Filipowicza, czy samo nagranie było tak ciche, ale przy większym szmerze nic już nie słyszałam, więc w zasadzie podczas jazdy autobusem, czy chodzenia w pobliżu ulicy o odsłuchu nie było mowy. A w domu nic nie stoi na przeszkodzie, by czytać książki w formie papierowej.
Nawet zmiana słuchawek niewiele pomogła.
Reasumując, warto przeczytać, żeby mieć pełny obraz osoby Wallandera, którego pokochało wiele osób na całym świecie, ale formę audio raczej sobie odpuszczę.
29 lutego 2012
Shit! Rok w brukowcu.
Kiedy dostałam propozycję zrecenzowania tej książki, przystałam na nią z ochotą.
Gazety czytuję namiętnie, a dzienniki pokroju Faktu, czy Superexpressu, choć pomijane przeze mnie, budzą we mnie rozbawienie, zdziwienie, że ktokolwiek to czyta i swego rodzaju "podziw" dla fantazji autorów takich artykułów jak "Pobił matkę suchą krakowską", czy "Poszedł do sklepu i zapomniał masła".
Uznałam, że ciekawie będzie przeczytać relację z pierwszej ręki, gdyż Joanna Żebrowska miała w swojej karierze zawodowej epizod w brukowcu.
Edyta Pióro po skończeniu studiów dziennikarskich marzy o pracy w poważnej gazecie, najlepiej zajmującej się polityką. Niestety, rynek pracy nie jest łaskawy. Dziewczyna trafia do "Hitu" - najbardziej poczytnego brukowca w Warszawowie (swoją drogą trudno się domyślić o jakie miasto chodzi, prawda?).
Tam szybko okazuje się, że do jej zadań nie należy szukanie ciekawych historii, ona ma je po prostu kreować i szukać jeleni, którzy za 50 zł użyczą swojej twarzy dla zilustrowania tych arcyciekawych wydarzeń "z życia wziętych". Kot, który chciał nauczyć się latać, więc pani zrobiła mu spadochron, krwiożercza roślina, która zjadła małą myszkę, dzień szczytowania seksualnego to tylko kilka pomysłów, na jakie wpada redakcja "Hitu".
W międzyczasie Edyta próbuje także poukładać swoje życie osobiste, wyczekując każdego telefonu od swojego chłopaka Rafała, który ma ją głęboko w poważaniu. Spotkałam się z głosami, że bohaterka jest głupia, a bohaterowie przerysowani.
Czy aby na pewno? Rozejrzyjmy się dokoła. Faceci wynajdują lekarstwa na raka, a kobiety czekają na choćby jeden telefon, a gdy to nie następuje, wmawiają sobie, że telefon mu się rozładował, potrącił go autobus, a może skasował mu się niechcący numer.
Samo życie.
Reasumując, jeśli szukacie arcy-ambitnej lektury, odpuśćcie sobie, ale jeśli chcecie głupawo rżeć w autobusie, to książka dla Was. Mnie się przyjemnie czytało i chętnie dałabym książkę tym, którym nie szkoda wydać 1,20 zł codziennie na gazety tego pokroju.
To, co nimi kieruje i jaki jest ich iloraz.. no wiadomo, to temat co najmniej na pracę licencjacką. Niestety, ja już swój mam, ale magisterka jeszcze przede mną :)
Gazety czytuję namiętnie, a dzienniki pokroju Faktu, czy Superexpressu, choć pomijane przeze mnie, budzą we mnie rozbawienie, zdziwienie, że ktokolwiek to czyta i swego rodzaju "podziw" dla fantazji autorów takich artykułów jak "Pobił matkę suchą krakowską", czy "Poszedł do sklepu i zapomniał masła".
Uznałam, że ciekawie będzie przeczytać relację z pierwszej ręki, gdyż Joanna Żebrowska miała w swojej karierze zawodowej epizod w brukowcu.
Edyta Pióro po skończeniu studiów dziennikarskich marzy o pracy w poważnej gazecie, najlepiej zajmującej się polityką. Niestety, rynek pracy nie jest łaskawy. Dziewczyna trafia do "Hitu" - najbardziej poczytnego brukowca w Warszawowie (swoją drogą trudno się domyślić o jakie miasto chodzi, prawda?).
Tam szybko okazuje się, że do jej zadań nie należy szukanie ciekawych historii, ona ma je po prostu kreować i szukać jeleni, którzy za 50 zł użyczą swojej twarzy dla zilustrowania tych arcyciekawych wydarzeń "z życia wziętych". Kot, który chciał nauczyć się latać, więc pani zrobiła mu spadochron, krwiożercza roślina, która zjadła małą myszkę, dzień szczytowania seksualnego to tylko kilka pomysłów, na jakie wpada redakcja "Hitu".
W międzyczasie Edyta próbuje także poukładać swoje życie osobiste, wyczekując każdego telefonu od swojego chłopaka Rafała, który ma ją głęboko w poważaniu. Spotkałam się z głosami, że bohaterka jest głupia, a bohaterowie przerysowani.
Czy aby na pewno? Rozejrzyjmy się dokoła. Faceci wynajdują lekarstwa na raka, a kobiety czekają na choćby jeden telefon, a gdy to nie następuje, wmawiają sobie, że telefon mu się rozładował, potrącił go autobus, a może skasował mu się niechcący numer.
Samo życie.
Reasumując, jeśli szukacie arcy-ambitnej lektury, odpuśćcie sobie, ale jeśli chcecie głupawo rżeć w autobusie, to książka dla Was. Mnie się przyjemnie czytało i chętnie dałabym książkę tym, którym nie szkoda wydać 1,20 zł codziennie na gazety tego pokroju.
To, co nimi kieruje i jaki jest ich iloraz.. no wiadomo, to temat co najmniej na pracę licencjacką. Niestety, ja już swój mam, ale magisterka jeszcze przede mną :)
29 stycznia 2012
Dziewczynka w zielonym sweterku
| źródło: onet.pl - Sweterek znajduje się w Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie Krystyna Chiger - jedyna żyjąca spośród "Żydów Sochy" |
Przed wojną rodzina Chigerów miała własny sklep z tkaninami, mieszkali w dużym mieszkaniu i powodziło im się świetnie do czasu aż w 1939 roku przyszła okupacja sowiecka i stracili wszystko. Mimo to wielu Żydów uciekało na wschód, do Lwowa właśnie, by uciec przed okupacją niemiecką.
W 1941 r. te tereny dostały się pod okupację niemiecką, a wielu Ukraińców witało Wehrmacht kwiatami i okrzykami radości.
Wtedy też rozpoczęły się pogromy Żydów z lwowskiego getta, którego zarządcą był Josef Grzimek.
Ignacy Chiger- ojciec Krysi działał na Grzimka w niewyjaśniony sposób. SS-man zdawał się podziwiać jego upór i odwagę w chronieniu rodziny, ale tym samym Chiger był najbardziej rozpoznawalną postacią w getcie i najbardziej narażoną na niebezpieczeństwo.
Krysia wspomina długie godziny, gdy rodzice wychodzili do pracy, a ona i jej mały braciszek - Paweł spędzali długie godziny w schowkach, budowanych przez ojca w różnych miejscach mieszkania, nie wiedząc, czy tym razem rodzice wrócą cali i zdrowi.
Otarli się o śmierć wiele razy - zawsze cudem udało im się jej uniknąć, cudem, a niekiedy także kosztownościami i złotem.
Życie jakie wiedli razem z innymi Żydami na Zamartynowskiej okazało się niczym w porównaniu z tym, co miało nastąpić. Pewnego wieczoru Grzimek puścił muzykę i kazał tańczyć wszystkim Żydom. Tańczyli, chcieli czy nie, nie wiedząc co oznacza ten ruch. Ignacy miał złe przeczucia i słusznie, ponieważ dzień później rozpoczęła się ostateczna likwidacja getta lwowskiego.
Wtedy też Ignacy postanowił wcielić w życie plan, który uskuteczniał już od jakiegoś czasu, a mianowicie dostać się wykopanym tunelem do kanałów Lwowa, by dać sobie choć cień szansy na przeżycie zagłady.
I tak właśnie poznali Leopolda Sochę - Poldka, który wziął rodzinę Chigerów i wiele innych osób pod swoje skrzydła. Za opłatą zobowiązał się bezpiecznie umiejscowić ich w kanałach i dostarczać żywność i inne niezbędne do przetrwania rzeczy.
Tak zaczęło się prawdziwe piekło i walka o życie, z której wielu nie wyszło cało, płynąc z nurtem podziemnej rzeki Pełtwi.
Żyli w smrodzie, brudzie i wśród szczurów. W tych trudnych warunkach stworzyli jedną wielką rodzinę z określonym planem dnia i podziałem zadań.
Ze wszystkich lwowskich Żydów ocalały tylko 3 pełne rodziny (rodzice plus dzieci), w tym rodzina Chigerów. Z kanałów wyszło 11 osób, uratowanych przez Poldka, który poza korzyścią finansową zdobył coś więcej- wspaniałą przemianę ze złodziejaszka, który dokonał najbardziej znanego wówczas napadu na bank we Lwowie, w człowieka, który odnalazł to, co w życiu najważniejsze - dobro i miłość.
Polecam każdemu przeczytanie tej pięknej i poruszającej historii, a jeśli już ją czytaliście to informuję, że pamiętnik Ignacego Chigera, o którym wielokrotnie wspomina Krysia został wydany :
Ta historia została także zekranizowana przez Agnieszkę Holland. Nosi tytuł "W ciemności" i jest polskim kandydatem do Oscara.
Teraz czytam
O mnie
- Agnieszka Binkiewicz
- Prowadzę dwa blogi : jeden o szukaniu złotego środka między zdrowym trybem życia, a sex beer & rock'n'roll, a drugi o zdrowiu... naszej wybraźni, czyli o książkach. Kontakt : binkiewicz.a@wp.pl
Przeczytane
-
►
2012
(17)
- ► października (2)
-
►
2011
(35)
- ► października (3)
-
►
2010
(19)
- ► października (3)
Blogi,które czytam
-
-
-
Pożegnanie?4 lata temu
-
Nowy adres7 lat temu
-
Przeprowadzka7 lat temu
-
Skasowany7 lat temu
-
-
-
-
-
Ransom Riggs "Osobliwy dom pani Peregrine"10 lat temu
-
Destrukcyjna miłość matki do córki10 lat temu
-
"Idiota" Fiodor Dostojewski10 lat temu
-
-
M. Krajewski - W otchłani mroku11 lat temu
-
Pictorial Alphabet – Antonio Basoli12 lat temu
-
-
Kłamstwo na kłamstwie12 lat temu
-
Archipelag odsłona numer 9 !13 lat temu
-
MINUS 4 – KOLIZJA RELOADED15 lat temu
-
-
-
-
-
-
-
-
-
Labels
- 50 twarzy greya (1)
- Agatha Christie (2)
- armia (1)
- Audrey Hepburn (1)
- Beata Pawlikowska (5)
- Camilla Lackberg (1)
- Carlos Ruiz Zafon (2)
- Charles Bukowski (1)
- Erica spindler (7)
- gen. Polko (1)
- grey (1)
- Henning Mankell (2)
- holocaust (2)
- II RP (3)
- II WŚ (2)
- Jacek Getner (4)
- Jakub Ćwiek (1)
- koty (1)
- Lwów (1)
- Marek Krajewski (1)
- Mario Puzo (1)
- Milan Kundera (1)
- Ojciec chrzestny (1)
- penguin active reading (1)
- piłka nożna (1)
- riko i my (1)
- Roman Polko (1)
- Sharon Osbourne (1)
- Sławomir Koper (3)
- sztuka prostoty (1)
- sztuka zen (1)
- Tess Gerritsen (3)
