O tym dlaczego sięgnęłam po tę książkę nie muszę chyba nawet pisać. Nazwisko na okładce mówi wszystko. Oczywiście po samej książce nie spodziewałam się wyżyn.
Margaret Michaels w pogoni za sławą i wielkim światem wyjeżdża z małego miasteczka do Londynu.
Rzeczywistość nie okazuje się dla niej tak świetlana, jak jej się z początku wydawało.
Nie ma "tego czegoś", co pozwoliłoby jej zaistnieć. Stoi więc za barem u pewnego staruszka i tam poznaje Dereka Stone'a - typowego bad boya, który rychło ją zostawia i to nie samą, a z brzuchem.
Smutne zakończenie? Ależ nie. Z opresji ratuje ją rycerz na białym koniu- brat Dereka, George.
Gdy konieczność porzucenia marzeń staje się dla Margaret coraz bardziej jasna, postanawia zrobić absolutnie wszystko, aby choć jedna z jej dwóch córek zrobiła karierę.
Z naciskiem na jedną, bo nie da się ukryć, że jej podejście do Chelsea- córki Dereka jest o wiele inne niż do córki George'a - Amber.
Książka pokazuje nam rywalizację sióstr, kontrolę matki, a przede wszystkim brutalny świat Hollywoodzkiego show biznesu.
A któż zna go lepiej niż żona Ozzy'ego?
Podsumowując, książka bardzo przyjemna w odbiorze, jednak odbierałam ją tylko podczas wylegiwania się w wannie :)
To, co mnie straszliwie irytowało to opisy seksu- dźgał ją KOGUTEM i temu podobne wywoływały u mnie lekki niesmak pomieszany z rozbawieniem. (edit: Linka mnie oświeciła, że przecież cock to po angielsku i kogut i penis, toteż wina raczej leży po stronie tłumaczenia. Nie zastanowiłam się nad tym i zwracam honor samej autorce ;) )
skip to main |
skip to sidebar
Co tu dodawać do poprzedniej recenzji ? Polecam tak samo jak pierwszą część opowiadań.Lekkie pióro plus wieczór z lampką wina to pomysł na idealnie spędzony czas w samotności (bynajmniej nie tej negatywnie pojętej, takiej nie doświadczam zbyt często).
Znalazły się tu opowiadania chwytające za serce, jak opowiadanie o staruszkach, którzy poznali się w markecie, te, które wzruszały, jak "Nienasz", a także te, które trochę dziwiły, jak tytułowy "Sextelefon".
Sporo z tych opowiadań można przeczytać na stronie Jacka Getnera, do czego Was bardzo mocno zachęcam : http://www.getner.pl/opowiadania.php.
A od siebie proszę o więcej !
23 października 2012
1 października 2012
Kryzys to mało powiedziane
Nie mogę dokończyć żadnej książki. Tyle chciałabym przeczytać, a nie mogę zacząć.
Nie mam pojęcia o co chodzi, ale od parunastu tygodni ten blog woła o pomstę do nieba.
Może ten pierwszy października i czysta karta coś mi ruszą w tym zakresie, bo w końcu wypadnę z obiegu i zacznę czytać tylko paragony !
Nie mam pojęcia o co chodzi, ale od parunastu tygodni ten blog woła o pomstę do nieba.
Może ten pierwszy października i czysta karta coś mi ruszą w tym zakresie, bo w końcu wypadnę z obiegu i zacznę czytać tylko paragony !
13 sierpnia 2012
Sextelefon - Jacek Getner
Co tu dodawać do poprzedniej recenzji ? Polecam tak samo jak pierwszą część opowiadań.Lekkie pióro plus wieczór z lampką wina to pomysł na idealnie spędzony czas w samotności (bynajmniej nie tej negatywnie pojętej, takiej nie doświadczam zbyt często).
Znalazły się tu opowiadania chwytające za serce, jak opowiadanie o staruszkach, którzy poznali się w markecie, te, które wzruszały, jak "Nienasz", a także te, które trochę dziwiły, jak tytułowy "Sextelefon".
Sporo z tych opowiadań można przeczytać na stronie Jacka Getnera, do czego Was bardzo mocno zachęcam : http://www.getner.pl/opowiadania.php.
A od siebie proszę o więcej !
10 sierpnia 2012
Ciało - T. Gerritsen
"Zwłoki pięknej młodej dziewczyny przywiezionej do prosektorium nie
zdradzają żadnych widocznych urazów ani śladów przemocy. Lekarka sądowa
Kat Novak przypuszcza, że kobiet mogła przedawkować narkotyki. Numer
telefonu zapisany na opakowaniu zapałek w zaciśniętej dłoni zmarłej
prowadzi do prezesa firmy farmaceutycznej Cygnus, która zaprzecza, by
miał coś wspólnego z denatką. Tymczasem w tym samym rejonie Bostonu
zostaje odnalezione ciało innej kobiety, a w szpitalu umiera kolejna
ofiara przedawkowania. Zabił je eksperymentalny narkotyk wytwarzany
przez Cygnus? Kat nabiera przekonania, iż tajemnicze śmierci mogą być
dziełem seryjnego mordercy, prawdopodobnie wpływowego obywatela miasta.
Kiedy jej dom wylatuje w powietrze uświadamia sobie, że jest na
właściwym tropie, a zabójca znajduje się bliżej, niż mogłaby
przypuszczać..."
To nie było moje pierwsze spotkanie z Tess Gerritsen, ale zdecydowanie mniej udane od poprzedniego. "Skalpel" charakteryzował się wartką akcją i naprawdę ciekawą fabułą, toteż widząc inny tytuł tej autorki zdecydowałam się od razu zabrać się za czytanie.
I czegoś mi tu zabrakło. Pomysł był, akcja niby też, ale jakieś to wszystko mdłe i nudne. Dopiero ostatnie kilka stron książki przerzucałam niecierpliwie, a to chyba nie o to chodzi, by czytać najpierw 200 stron, żeby potem mieć chwilę uciechy.
O ile cała sprawa narkotyków i zabójstw była jeszcze w miarę ciekawa, o tyle nie mogłam znieść romansu w tle. Przewidywalny, nudny i niesamowicie cukierkowy, psuł dość mocno odbiór.
Nie polecam specjalnie tej książki. Jeśli chcecie poznać tę autorkę, to polecałabym raczej "Chirurga" lub kontynuację- "Skalpel", bo ciężko Wam będzie się rozczarować.
29 lipca 2012
Brzydka miłość-Jacek Getner
"Nie zależy mi na czasie ani na laurce". Dlaczego więc miałabym nie przystać na takową propozycję recenzji? Nie jestem wielką miłośniczką opowiadań, ale mam wrażenie, że to się rychło zmieni.
Pochłonęłam cały zbiór w jeden burzowy wieczór i jest mi mało.
Opowiadania są bardzo krótkie, zaledwie kilka stron każde, ale treściwe. Napisał je pan Getner, ale chyba przede wszystkim życie. Nie dajcie się zmylić tytułowi, nie są to tylko opowiadania o miłości. To wszystko to, co nas otacza, a czego często nie dostrzegamy. Współpracownicy, niekiedy kwalifikujący się do zakładu zamkniętego, sąsiedzi, pan spod śmietnika, szef, ...
Każdy ma swoją historię, która może stać się naszym udziałem, jeśli tylko jej wysłuchamy. Historie te są niekiedy tak zakręcone i niewiarygodne, że nawet najlepszy scenarzysta nie poszedłby tak daleko w swoich fantazjach.
Świetnie spędzony wieczór, chcę więcej i więcej. Cały czas myślę o dwóch opowiadaniach, które najbardziej wryły mi się w pamięć : jedno o rotmistrzu, wyjętym prosto ze zdjęcia z podręcznika historii, który pokazał francuskiemu biznesmenowi co oznacza honor (inna sprawa czy tamten zrozumiał), inne o brzydkiej miłości brzydkich ludzi z zespołem Downa, która, jakby się głębiej zastanowić, wcale taka brzydka nie była.
PS Pół żartem pół serio, dzisiaj mój przyjaciel powiedział mi, że mam więcej perypetii na koncie niż Uganda i powinnam gdzieś to spisać dla potomności. Dlaczego nie? Niech i inni się pośmieją i popłaczą ze mną, może o tym pomyślę.
Ciekawe czy pan Jacek Getner wpadłby na takie pomysły, bo czasami sama nie wierzę w to, co mi się przydarza :)
Pochłonęłam cały zbiór w jeden burzowy wieczór i jest mi mało.
Opowiadania są bardzo krótkie, zaledwie kilka stron każde, ale treściwe. Napisał je pan Getner, ale chyba przede wszystkim życie. Nie dajcie się zmylić tytułowi, nie są to tylko opowiadania o miłości. To wszystko to, co nas otacza, a czego często nie dostrzegamy. Współpracownicy, niekiedy kwalifikujący się do zakładu zamkniętego, sąsiedzi, pan spod śmietnika, szef, ...
Każdy ma swoją historię, która może stać się naszym udziałem, jeśli tylko jej wysłuchamy. Historie te są niekiedy tak zakręcone i niewiarygodne, że nawet najlepszy scenarzysta nie poszedłby tak daleko w swoich fantazjach.
Świetnie spędzony wieczór, chcę więcej i więcej. Cały czas myślę o dwóch opowiadaniach, które najbardziej wryły mi się w pamięć : jedno o rotmistrzu, wyjętym prosto ze zdjęcia z podręcznika historii, który pokazał francuskiemu biznesmenowi co oznacza honor (inna sprawa czy tamten zrozumiał), inne o brzydkiej miłości brzydkich ludzi z zespołem Downa, która, jakby się głębiej zastanowić, wcale taka brzydka nie była.
PS Pół żartem pół serio, dzisiaj mój przyjaciel powiedział mi, że mam więcej perypetii na koncie niż Uganda i powinnam gdzieś to spisać dla potomności. Dlaczego nie? Niech i inni się pośmieją i popłaczą ze mną, może o tym pomyślę.
Ciekawe czy pan Jacek Getner wpadłby na takie pomysły, bo czasami sama nie wierzę w to, co mi się przydarza :)
14 lipca 2012
Opowieści z kołyski - R.Green
3 lata temu przeczytałam część pierwszą matczynych przygód Lary Stone - "Notatki przyszłej matki". Potem szukałam w bibliotekach "Opowieści z kołyski", ale nie było ich, toteż zapomniałam o tym, a i opcja kupna odpadała z uwagi na mój koczowniczy tryb życia i postanowienie : kupuję tylko klasykę i książki, do których będę wielokrotnie wracać. Ostatnio jednak trafiłam na tę pozycję w jednej z wrocławskich filii i, po przypomnieniu sobie mojego wycia ze śmiechu przy części pierwszej, od razu ją wypożyczyłam.
Pierwsza część zakończyła się na tym jak Lara, z właściwą sobie wybuchową mieszanką emocjonalną, udała się na porodówkę. Część druga pomija sam moment porodu. A szkoda, bo to mogłoby być bardzo zabawne, biorąc pod uwagę jej specyficzną narrację. Początkowa faza macierzyństwa jest bardzo trudna dla Lary, która niespecjalnie przepada za swoją nowo narodzoną córką - Parker. Lepiej - oddałaby ją z powrotem, gdyby tylko miała jakiekolwiek pojęcie gdzie.
Nieprzespane noce, obrzmiałe od karmienia piersi, koniec jakichkolwiek wyjść. Z resztą jak tu wyjść, skoro i tak nie może wcisnąć się w jakiekolwiek ubrania sprzed ciąży i musi karmić córkę w każdej chwili, gdy w głośniku elektronicznej niani rozlega się "głos potępieńca".
W końcu, za radą przyjaciółki, Lara postanawia zatrudnić nianię, która miałaby ją choć trochę odciążyć w opiece nad Parker. Spodziewała się drugiej Mary Poppins, ale nic z tego. W drzwiach pojawiła się wielka jamajska kobieta - Deloris, która na domiar złego praktykuje coś na kształt wudu, je tylko zdrową żywność i, w opinii Lary, nie przepada za nią, gdyż uważa ją za złą matkę.
Ona sama zaczyna się za taką uważać, zwłaszcza, że ma kontakt z innymi matkami na zajęciach "Mama i ja", na które uczęszcza z dzieckiem.
Jakby tego było mało, pewnego dnia w drzwiach staje jej dawno niewidziany ojciec ze wspaniałą nowiną - żeni się z byłą burdelmamą i, nie zważając na długi okres przebywania z dala od życia swojej córki, chce odbudować relacje z nią.
Jednym słowem - młyn. Młyn i ogromna porcja śmiechu.
Jeśli macie ochotę uśpić swój instynkt macierzyński i obrzydzić sobie posiadanie dzieci, zachęcam do przeczytania połowy tej książki. Myślę, że zadziała bez problemu :)
A na zachętę, mój ulubiony fragment :
"Jestem w połowie alejki z ryżem, poszukujący kaszy bulgur, kiedy dochodzi do mnie ostry zapach. Marszczę nos, rozglądając się wkoło.
A to co? Spoglądam na innych i widzę, że ich nosy także są zmarszczone. O, nie.
Mój wzrok wędruje do Parker siedzącej w swoim samochodowym foteliku, umocowanym z przodu sklepowego wózka. Schylam się i wącham jej pupę.
Fuuuuuujjjj.
OK. Natychmiast muszę jej zmienić pieluchę. Zwracam się do mężczyzny poprawiającego ułożone opakowania makaronu, z pytaniem, gdzie znajduje się toaleta, a on kieruje mnie na koniec sklepu, dokąd bez zwłoki się kieruję. Kidy dochodzę do drzwi, orientuję się, że wózek się w nich nie zmieści, rozpinam więc pasy i wyjmuję Parker z fotelika, obejmuje ją prawą ręką, a lewą wkładam pod pupkę, która jest bardzo, bardzo mięciutka i wilgotna.
Wchodzę do toalety - super, mają tu stół do zmieniania pieluch, taki rozkładany, mocowany na ścianie - i pociągam za rączkę. Stół opada, rozkładam na nim podkładkę do zmieniania pieluch marki Burberry. Uśmiecham się do siebie, okazuje się bowiem, że w tym zakresie zaczynam czuć się jak profesjonalistka. Kładę Parker i sięgam po torbę, kiedy zauważa, że mam ubrudzony rękaw. Przyglądam się temu z bliska, po czym odwracam rękę, żeby zobaczyć spodnią część.
Nie.
Cały rękaw w gównie. Jak to się stało? Podnoszę Parker i odwracam ją. W piersi czuję miarowy łomot. Boże. Calutkie plecy ma w kupie. Musiała przecieknąć górną strona pieluchy. Koszulka i część spodenek są brązowe i śmierdzą.
Biorę ją pod pachy, trzymając z dala od siebie i wybiegam z toalety, żeby sprawdzić fotelik: niestety. Stoję tak przez chwilę, oniemiała.
Nie mam bladego pojęcia, co robić.
OK. Spokojnie. Zastanówmy się.
Wracam do toalety, kładę Parker na podkładce i próbuję zebrać myśli.
Tak. Nasączone chusteczki. Potrzebuję chusteczek.
Sięgam do torby i wyciągam pudełko z chusteczkami, natychmiast je otwierając. W środku znajdują się dosłownie 2 sztuki, z których jedna jest całkowicie wyschnięta.
Zapomniałam uzupełnić chusteczki.
Wyciągam te ostatnią i staram się wytrzeć nim rękaw, ale kupka nie schodzi. Olać to. Zwijam rękaw, jak bardzo się da, mając nadzieję, że w ten sposób zapcha nie przeniknie na zewnątrz, a następnie rozbieram Parker. Oczywiście nie mam niczego na zmianę. Wiem, że powinnam zawsze mieć przy sobie zapasowa bluzeczkę oraz spodenki, na wypadek, gdyby przeciekła pieluszka lub gdyby mała zwymiotowała - albo gdyby na środku supermarketu zaskoczył nas potężny atak biegunki - ale ja po prostu nie jestem taka. Wszystkie mamunistki z moich zajęć noszą chusteczki, trzymają smoczki w specjalnych pojemniczkach, żeby się nie pobrudziły, w specjalnych przegródkach noszą maść wysuszającą, dziecięce nożyczki do paznokci, płyn do przemywania, dodatkowe pieluchy, body na zmianę i lekarstwa, których wystarczyłby na wypadek niewielkiej epidemii trądu. Ale ja zwyczajnie nie jestem kobietą z odpowiednio wyposażoną dziecięcą torbą na pieluchy. w mojej torbie znajdziesz raczej butelki z wyhodowana pleśnią, ponieważ zapomniałam je wyciągnąć i wymyć. I dlatego wpadam teraz w panikę.
Grzebię gorączkowo w torbie, szukając pieluch.
'Boże błagam, niech tu będzie jakaś pielucha. Proszę, pielucha, musi tu być'. Znajduje w końcu jedną, starą i pogniecioną, leżącą na dnie torby.
'Dzięki ci, Boże'
Rozbieram Parker i wkładam ubranie do umywalki, a potem zaczynam obmywać ją brązowymi, papierowymi ręcznikami, które znajdują się w pudle na ścianie. Warto wspomnieć, że nie mam pojęcia, co z nią zrobię, jak skończę. Nie mam nawet kocyka, ponieważ nie posłuchałam rady Susan, żeby zawsze mieć przy sobie kocyk. Ale tym zajmę się, kiedy nadejdzie czas. Teraz muszę umyć córce plecy.
Po zużyciu około 25 papierowych ręczników na Parker nie zostaje ani śladu kupy. Zakładam jej pieluchę, brudne ubranie owijając kolejnymi brązowymi ręcznikami i upychając je na dnie torby.
No tak, to dlatego mamunistki zawsze maja przy sobie pusty worek. Jeszcze jedna zagadka rozwiązana.
Podnoszę Parker, która ma na sobie tylko pieluchę, łapię jeszcze garść ręczników i wychodzę z toalety, wracając do naszego cuchnącego fotelika.
- Parker, Parker - szepcze do niej. - Nie mogłaś z tym poczekać, aż wrócimy do domu?
Patrzy na mnie i piszczy..."
Pierwsza część zakończyła się na tym jak Lara, z właściwą sobie wybuchową mieszanką emocjonalną, udała się na porodówkę. Część druga pomija sam moment porodu. A szkoda, bo to mogłoby być bardzo zabawne, biorąc pod uwagę jej specyficzną narrację. Początkowa faza macierzyństwa jest bardzo trudna dla Lary, która niespecjalnie przepada za swoją nowo narodzoną córką - Parker. Lepiej - oddałaby ją z powrotem, gdyby tylko miała jakiekolwiek pojęcie gdzie.
Nieprzespane noce, obrzmiałe od karmienia piersi, koniec jakichkolwiek wyjść. Z resztą jak tu wyjść, skoro i tak nie może wcisnąć się w jakiekolwiek ubrania sprzed ciąży i musi karmić córkę w każdej chwili, gdy w głośniku elektronicznej niani rozlega się "głos potępieńca".
W końcu, za radą przyjaciółki, Lara postanawia zatrudnić nianię, która miałaby ją choć trochę odciążyć w opiece nad Parker. Spodziewała się drugiej Mary Poppins, ale nic z tego. W drzwiach pojawiła się wielka jamajska kobieta - Deloris, która na domiar złego praktykuje coś na kształt wudu, je tylko zdrową żywność i, w opinii Lary, nie przepada za nią, gdyż uważa ją za złą matkę.
Ona sama zaczyna się za taką uważać, zwłaszcza, że ma kontakt z innymi matkami na zajęciach "Mama i ja", na które uczęszcza z dzieckiem.
Jakby tego było mało, pewnego dnia w drzwiach staje jej dawno niewidziany ojciec ze wspaniałą nowiną - żeni się z byłą burdelmamą i, nie zważając na długi okres przebywania z dala od życia swojej córki, chce odbudować relacje z nią.
Jednym słowem - młyn. Młyn i ogromna porcja śmiechu.
Jeśli macie ochotę uśpić swój instynkt macierzyński i obrzydzić sobie posiadanie dzieci, zachęcam do przeczytania połowy tej książki. Myślę, że zadziała bez problemu :)
A na zachętę, mój ulubiony fragment :
"Jestem w połowie alejki z ryżem, poszukujący kaszy bulgur, kiedy dochodzi do mnie ostry zapach. Marszczę nos, rozglądając się wkoło.
A to co? Spoglądam na innych i widzę, że ich nosy także są zmarszczone. O, nie.
Mój wzrok wędruje do Parker siedzącej w swoim samochodowym foteliku, umocowanym z przodu sklepowego wózka. Schylam się i wącham jej pupę.
Fuuuuuujjjj.
OK. Natychmiast muszę jej zmienić pieluchę. Zwracam się do mężczyzny poprawiającego ułożone opakowania makaronu, z pytaniem, gdzie znajduje się toaleta, a on kieruje mnie na koniec sklepu, dokąd bez zwłoki się kieruję. Kidy dochodzę do drzwi, orientuję się, że wózek się w nich nie zmieści, rozpinam więc pasy i wyjmuję Parker z fotelika, obejmuje ją prawą ręką, a lewą wkładam pod pupkę, która jest bardzo, bardzo mięciutka i wilgotna.
Wchodzę do toalety - super, mają tu stół do zmieniania pieluch, taki rozkładany, mocowany na ścianie - i pociągam za rączkę. Stół opada, rozkładam na nim podkładkę do zmieniania pieluch marki Burberry. Uśmiecham się do siebie, okazuje się bowiem, że w tym zakresie zaczynam czuć się jak profesjonalistka. Kładę Parker i sięgam po torbę, kiedy zauważa, że mam ubrudzony rękaw. Przyglądam się temu z bliska, po czym odwracam rękę, żeby zobaczyć spodnią część.
Nie.
Cały rękaw w gównie. Jak to się stało? Podnoszę Parker i odwracam ją. W piersi czuję miarowy łomot. Boże. Calutkie plecy ma w kupie. Musiała przecieknąć górną strona pieluchy. Koszulka i część spodenek są brązowe i śmierdzą.
Biorę ją pod pachy, trzymając z dala od siebie i wybiegam z toalety, żeby sprawdzić fotelik: niestety. Stoję tak przez chwilę, oniemiała.
Nie mam bladego pojęcia, co robić.
OK. Spokojnie. Zastanówmy się.
Wracam do toalety, kładę Parker na podkładce i próbuję zebrać myśli.
Tak. Nasączone chusteczki. Potrzebuję chusteczek.
Sięgam do torby i wyciągam pudełko z chusteczkami, natychmiast je otwierając. W środku znajdują się dosłownie 2 sztuki, z których jedna jest całkowicie wyschnięta.
Zapomniałam uzupełnić chusteczki.
Wyciągam te ostatnią i staram się wytrzeć nim rękaw, ale kupka nie schodzi. Olać to. Zwijam rękaw, jak bardzo się da, mając nadzieję, że w ten sposób zapcha nie przeniknie na zewnątrz, a następnie rozbieram Parker. Oczywiście nie mam niczego na zmianę. Wiem, że powinnam zawsze mieć przy sobie zapasowa bluzeczkę oraz spodenki, na wypadek, gdyby przeciekła pieluszka lub gdyby mała zwymiotowała - albo gdyby na środku supermarketu zaskoczył nas potężny atak biegunki - ale ja po prostu nie jestem taka. Wszystkie mamunistki z moich zajęć noszą chusteczki, trzymają smoczki w specjalnych pojemniczkach, żeby się nie pobrudziły, w specjalnych przegródkach noszą maść wysuszającą, dziecięce nożyczki do paznokci, płyn do przemywania, dodatkowe pieluchy, body na zmianę i lekarstwa, których wystarczyłby na wypadek niewielkiej epidemii trądu. Ale ja zwyczajnie nie jestem kobietą z odpowiednio wyposażoną dziecięcą torbą na pieluchy. w mojej torbie znajdziesz raczej butelki z wyhodowana pleśnią, ponieważ zapomniałam je wyciągnąć i wymyć. I dlatego wpadam teraz w panikę.
Grzebię gorączkowo w torbie, szukając pieluch.
'Boże błagam, niech tu będzie jakaś pielucha. Proszę, pielucha, musi tu być'. Znajduje w końcu jedną, starą i pogniecioną, leżącą na dnie torby.
'Dzięki ci, Boże'
Rozbieram Parker i wkładam ubranie do umywalki, a potem zaczynam obmywać ją brązowymi, papierowymi ręcznikami, które znajdują się w pudle na ścianie. Warto wspomnieć, że nie mam pojęcia, co z nią zrobię, jak skończę. Nie mam nawet kocyka, ponieważ nie posłuchałam rady Susan, żeby zawsze mieć przy sobie kocyk. Ale tym zajmę się, kiedy nadejdzie czas. Teraz muszę umyć córce plecy.
Po zużyciu około 25 papierowych ręczników na Parker nie zostaje ani śladu kupy. Zakładam jej pieluchę, brudne ubranie owijając kolejnymi brązowymi ręcznikami i upychając je na dnie torby.
No tak, to dlatego mamunistki zawsze maja przy sobie pusty worek. Jeszcze jedna zagadka rozwiązana.
Podnoszę Parker, która ma na sobie tylko pieluchę, łapię jeszcze garść ręczników i wychodzę z toalety, wracając do naszego cuchnącego fotelika.
- Parker, Parker - szepcze do niej. - Nie mogłaś z tym poczekać, aż wrócimy do domu?
Patrzy na mnie i piszczy..."
29 czerwca 2012
W dżungli życia-B. Pawlikowska
Jak pamiętacie "W dżungli niepewności" niespecjalnie mi się podobała. Postanowiłam zajrzeć do kolejnego poradnika pani Beaty. I bardzo dobrze !
Pomysł na książkę zrodził się z listów czytelników do Beaty Pawlikowskiej na stronie oliwkowo.pl. Zdała sobie sprawę jak wiele osób zgubiło się gdzieś w tytułowej dżungli życia, tak jak ona niegdyś.
Książka podzielona jest na 44 rozdziały, w których autorka porusza bardzo wiele spraw, takich jak : alkohol, papierosy, anoreksja, bulimia, samobójstwo, diety, wybór życiowej drogi (studia), priorytety, marzenia, samorealizacja. Nie jest to czcze gadanie, bo wszystkim tym problemom i dylematom autorka musiała stawić czoła sama.
To nie jest kolejny psychologiczny poradnik o tym jak być szczęśliwym. To autobiograficzny zapis wędrówki w kierunku zrozumienia siebie i tego, co w życiu najważniejsze. Wędrówka pani Beaty trwała długo i nie była najprostsza, ale w końcu nadszedł ten etap, w którym znalazła swojego najlepszego przyjaciela- siebie i osiągnęła pełną harmonię.
"Właściwie jest to książka podróżnicza, bo opowiada o mojej najdłuższej podróży- przez życie"
Niesamowicie motywująca książka. Przecież podobno każdy z nas wie, że nasze sukcesy zależą od nas samych, że nie powinniśmy uzależniać swojego życia od innych, że tylko ciężką pracą możemy spełnić swoje marzenia.
Czy na pewno? Listy czytelników oliwkowo.pl, posty na rozmaitych forach i ludzie z naszego otoczenia to najlepszy dowód, że czasami potrzeba nam kubła zimnej wody, aby zrozumieć tak proste z pozoru rzeczy.
Spotkałam się z recenzjami, w których padają opinie, że książka jest infantylna, pełna żalu 15- latki, której "nikt nie powiedział, że..." i pełna durnych porad o tym, że papierosy i alkohol szkodzą. Jeśli te porady są infantylne to skąd kolejki w poradniach psychologicznych, wypełnionych ludźmi z depresją, skąd szpitale pełne anorektyczek, skąd tylu alkoholików? Przecież podobno to takie oczywiste. Warto zrozumieć, że nie dla każdego, więc nawet jeśli jedna młoda osoba po przeczytaniu książki dostrzeże te, z pozoru oczywiste rzeczy, to oznacza,że było warto.
Polecam serdecznie tę pozycję nie tylko osobom zagubionym, ale także takim leniom jak ja, którym łatwo jest usprawiedliwiać swój brak aktywności w jakiejkolwiek dziedzinie pracą/brakiem czasu/pieniędzy/predyspozycji* zamiast po prostu wziąć się w garść i DZIAŁAĆ.
*niepotrzebne skreślić
Pomysł na książkę zrodził się z listów czytelników do Beaty Pawlikowskiej na stronie oliwkowo.pl. Zdała sobie sprawę jak wiele osób zgubiło się gdzieś w tytułowej dżungli życia, tak jak ona niegdyś.
Książka podzielona jest na 44 rozdziały, w których autorka porusza bardzo wiele spraw, takich jak : alkohol, papierosy, anoreksja, bulimia, samobójstwo, diety, wybór życiowej drogi (studia), priorytety, marzenia, samorealizacja. Nie jest to czcze gadanie, bo wszystkim tym problemom i dylematom autorka musiała stawić czoła sama.
To nie jest kolejny psychologiczny poradnik o tym jak być szczęśliwym. To autobiograficzny zapis wędrówki w kierunku zrozumienia siebie i tego, co w życiu najważniejsze. Wędrówka pani Beaty trwała długo i nie była najprostsza, ale w końcu nadszedł ten etap, w którym znalazła swojego najlepszego przyjaciela- siebie i osiągnęła pełną harmonię.
"Właściwie jest to książka podróżnicza, bo opowiada o mojej najdłuższej podróży- przez życie"
Niesamowicie motywująca książka. Przecież podobno każdy z nas wie, że nasze sukcesy zależą od nas samych, że nie powinniśmy uzależniać swojego życia od innych, że tylko ciężką pracą możemy spełnić swoje marzenia.
Czy na pewno? Listy czytelników oliwkowo.pl, posty na rozmaitych forach i ludzie z naszego otoczenia to najlepszy dowód, że czasami potrzeba nam kubła zimnej wody, aby zrozumieć tak proste z pozoru rzeczy.
Spotkałam się z recenzjami, w których padają opinie, że książka jest infantylna, pełna żalu 15- latki, której "nikt nie powiedział, że..." i pełna durnych porad o tym, że papierosy i alkohol szkodzą. Jeśli te porady są infantylne to skąd kolejki w poradniach psychologicznych, wypełnionych ludźmi z depresją, skąd szpitale pełne anorektyczek, skąd tylu alkoholików? Przecież podobno to takie oczywiste. Warto zrozumieć, że nie dla każdego, więc nawet jeśli jedna młoda osoba po przeczytaniu książki dostrzeże te, z pozoru oczywiste rzeczy, to oznacza,że było warto.
Polecam serdecznie tę pozycję nie tylko osobom zagubionym, ale także takim leniom jak ja, którym łatwo jest usprawiedliwiać swój brak aktywności w jakiejkolwiek dziedzinie pracą/brakiem czasu/pieniędzy/predyspozycji* zamiast po prostu wziąć się w garść i DZIAŁAĆ.
*niepotrzebne skreślić
Teraz czytam
O mnie
- Agnieszka Binkiewicz
- Prowadzę dwa blogi : jeden o szukaniu złotego środka między zdrowym trybem życia, a sex beer & rock'n'roll, a drugi o zdrowiu... naszej wybraźni, czyli o książkach. Kontakt : binkiewicz.a@wp.pl
Przeczytane
-
►
2012
(17)
- ► października (2)
-
►
2011
(35)
- ► października (3)
-
►
2010
(19)
- ► października (3)
Blogi,które czytam
-
-
-
Pożegnanie?4 lata temu
-
Nowy adres7 lat temu
-
Przeprowadzka7 lat temu
-
Skasowany7 lat temu
-
-
-
-
-
Ransom Riggs "Osobliwy dom pani Peregrine"10 lat temu
-
Destrukcyjna miłość matki do córki10 lat temu
-
"Idiota" Fiodor Dostojewski10 lat temu
-
-
M. Krajewski - W otchłani mroku11 lat temu
-
Pictorial Alphabet – Antonio Basoli12 lat temu
-
-
Kłamstwo na kłamstwie12 lat temu
-
Archipelag odsłona numer 9 !13 lat temu
-
MINUS 4 – KOLIZJA RELOADED15 lat temu
-
-
-
-
-
-
-
-
-
Labels
- 50 twarzy greya (1)
- Agatha Christie (2)
- armia (1)
- Audrey Hepburn (1)
- Beata Pawlikowska (5)
- Camilla Lackberg (1)
- Carlos Ruiz Zafon (2)
- Charles Bukowski (1)
- Erica spindler (7)
- gen. Polko (1)
- grey (1)
- Henning Mankell (2)
- holocaust (2)
- II RP (3)
- II WŚ (2)
- Jacek Getner (4)
- Jakub Ćwiek (1)
- koty (1)
- Lwów (1)
- Marek Krajewski (1)
- Mario Puzo (1)
- Milan Kundera (1)
- Ojciec chrzestny (1)
- penguin active reading (1)
- piłka nożna (1)
- riko i my (1)
- Roman Polko (1)
- Sharon Osbourne (1)
- Sławomir Koper (3)
- sztuka prostoty (1)
- sztuka zen (1)
- Tess Gerritsen (3)


