25 listopada 2015

Pan Przypadek i fioletowoskórzy - Jacek Getner






Bezdomni, menele, czy właśnie fioletowoskórzy - jakkolwiek ich nie nazwać, to właśnie tę grupę społeczną Jacek Getner bierze na tapet w czwartej części przygód detektywa Przypadka.

Do rozwiązania są standardowo trzy sprawy: zaginięcie Old Spejs, wielkiej miłości dawnego kolegi Jacka, napad złomowo-rabunkowy, w którym każdy z bohaterów, nie wiedzieć czemu, chce być ukarany oraz podszyta ekologią historia występowania podfruwajki brązowonosej na terenach kasowej inwestycji.

Nie zabraknie oczywiście perypetii naszych ulubionych postaci: Błażeja " Już Nie Boga Seksu" Sakowicza, jego ojca, pani Irminy Bamber, czy też podkomisarza Łosia. A tu, wierzcie mi na słowo, sporo zmian.

Przy książkach, w których mamy do czynienia z tymi samymi bohaterami trudno o utrzymanie poziomu. W przypadku kolejnego wydawnictwa Jacka Getnera nie musicie się o to martwić. Celne spostrzeżenia, barwne postaci, potężna dawka humoru i zaskakująco trafna analiza różnych grup społecznych pozostanie dla mnie synonimem twórczości tego autora.

6 listopada 2014

Pan Przypadek i korpoludki - Jacek Getner


„Pan Przypadek i korpoludki” to już trzecia część przygód naszego detektywa – jasnowidza.
Poprzednie dwie recenzje znajdziecie tu i tu.

Briefy, deadline'y, fuckupy i lunche – jednym słowem - witajcie w korpo.
W najnowszym wydawnictwie Jacka Getnera Jacek Przypadek zmierzy się z trzema zagadkami, osadzonymi w przerysowanej korporacyjnej rzeczywistości.

Pierwsza z nich – Morderstwo w Orient Espresso to próba odnalezienia zabójcy Jerzego Sambora - biznesmena ugodzonego pałeczką w modnej restauracji sushi. Głównym podejrzanym jest kelner, który próbował zbiec z miejsca zdarzenia, ale czy to oznacza rozwiązanie sprawy? A może pracownicy konkurencyjnych firm mieli interes w wyeliminowaniu niewygodnego kolegi?

Zbrodniarz i Kara to bodaj najbardziej przerysowany rozdział w dotychczasowych dokonaniach autora. Razem z Jackiem udajemy się do firmy Super Tobbaco – typowej korporacji, odpowiadającej powszechnemu mniemaniu o takich miejscach – pracownicy nie tylko palą papierosy, które produkuje ich firma – są ich wyznawcami. Pewnego dnia staje się rzecz straszna – w palarni zostaje znaleziona paczka papierosów konkurencyjnej firmy. Główną podejrzaną jest Zo (Zofia to zbyt staroświeckie imię dla pracownicy tak renomowanej firmy), która została przyłapana z dowodem zbrodni w dłoni. Bohaterowie tej historii są barwni, by nie powiedzieć przesadzeni. Każda chwila bez kojącego dymu z ich wspaniałych produktów jest dla nich udręką nie do opisania. Mimo to, ktoś ośmielił się zatruć swoje płuca tytoniem King Nicotine. I tę osobę trzeba niezwłocznie znaleźć.

Ostatnia zagadka to Moralność Pana Julskiego. Przypadek musi zmierzyć się z oskarżeniem jego klienta o kradzież praw autorskich. A może po prostu dwie konkurencyjne firmy wpadły na ten sam pomysł? To także powrót znanych nam z poprzednich części bohaterów – Bolko Szołtysika i Klempucha.

W tej części nie zabraknie wątków z życia prywatnego naszego bohatera. Pojawiają się dobrze znane nam postaci – Irmina Bamber, Błażej „Bóg Seksu” Sawkowicz, który przeszedł imponującą przemianę oraz jego ojciec – Jędrzej „Lepkie Ręce” Sawkowicz.


Jednym słowem – jeśli oczekujecie tego, co zwykle serwuje nam Jacek Getner, na pewno się nie zawiedziecie. Wyraziści bohaterowie, spora dawka humoru i nietypowe zagadki gwarantowane.

Przygody Jacka Przypadka możecie śledzić na jego blogu.

Za egzemplarz dziękuję autorowi. 

9 lipca 2014

Alkohol i muzy - Sławomir Koper

Przeglądając stronę, na której piszę, trafiłam na bardzo ciekawy artykuł. Napisany z polotem i finezją, krótki, lecz treściwy. Ciekawe kto go napisał. Zaraz, przecież to ja! Sprostowanie: ja po dwóch głębszych.
Ile razy słyszeliście, że alkohol to niezastąpiony przyjaciel każdego, kto tworzy?

W swojej książce „Alkohol i Muzy. Wódka w życiu polskich artystów” Sławomir Koper opisuje rolę trunków w twórczości tych największych. A, jak wszyscy doskonale wiemy, była to rola niemała. O tym nie usłyszycie na lekcjach języka polskiego.

Po wstępie, opisującym historię spożywania alkoholu w Polsce przez władców i twórców wszelkiej maści, autor z właściwą sobie lekkością opisuje życie Stanisława Przybyszewskiego. Człowiek, nazywany przez Niemców geniuszem, zmagał się z problemem alkoholowym przez całe swoje życie. Nie potrafił zabawić dłużej w jednym miejscu, dzieci niespecjalnie go interesowały, a pieniądze znikały z jego kieszeni równie szybko co wódka z kieliszków. Jest doskonałym przykładem niszczycielskiej siły nieumiejętnego dawkowania procentów.

Kolejnym bohaterem, niemal zawsze tworzącym pod wpływem środków odurzających, jest Stanisław Ignacy Witkiewicz. Na jego portretach możemy zobaczyć tajemnicze litery, oznaczające to, czego zażywał podczas pracy. I tak C to alkohol , Co- kokaina, Cof – kofeina, F.ZZ. - fajka z zaciąganiem się, a ET – eter. Skrót N z cyfrą informował o długości abstynencji alkoholowej, NP nikotynowej, a z.z o tym, że portret kobiecy powstał zamiast zgwałcenia.
Witkacy znany był także ze swojego uwielbienia do piwa: „Piwo tylko pite nałogowo (po kilka bomb do kilkunastu nawet dziennie) daje niebanalne wyniki: ożywienie i wzmożenie wytwórczości (w przeciwieństwie do senności, którą wywołują małe dawki u początku 'piwozy')”.

W czasach międzywojnia na ulicach Zakopanego działo się wiele, o czym możemy przeczytać w rozdziale „Bachanalia pod Giewontem”. Momentami trudno się nie uśmiechnąć. Sami zobaczcie jak Kamila Witkowskiego (plastyka) wspominał Zdzisław Czermański:

"[...] od razu mogłem przekonać się, że to nie byle jaki typ pijaka, bo Witkowski wszedł do cukierni z indyczką, którą prowadził na długiej, kolorowej wstążce. Usiadł przy stole [...], posadził indyczkę na krześle i zamówił dwa razy po pół czarnej. Indyczka wydawała z siebie głośne dźwięki.

- Marianno - mówił Witkowski - ja cię rozumiem, ale nie denerwuj się. Ci, co tu siedzą wkoło nas, też są ludzie. Brzydcy, bo brzydcy i hałaśliwi, ale ludzie. Bądź grzeczna i wypij kawę, bo inaczej nie dostaniesz wódki".

Podobne historie miały miejsce z udziałem Gałczyńskiego, Jaracza, Tuwima czy Wierzyńskiego.

Ciężko mi jednoznacznie określić odczucia po lekturze tej pozycji. Z jednej strony zabawna, z drugiej zaś przygnębiająca i skłaniająca do refleksji. Czy bez alkoholu nie mielibyśmy tylu wybitnych dzieł w polskim dorobku? Czy postać wybitna sama w sobie naprawdę potrzebuje regularnie podlewać swoją kreatywność? Ciężko jednoznacznie odpowiedzieć na te pytania, bo znamy przykłady regularnie pijących geniuszy muzyki czy literatury, ale i nie mniej zachwycających abstynentów.

Jak powiedział Alexander Sacher-Masoch: „Alkohol jest mostem – ale nie drogą”. To chyba najlepsze podsumowanie.




28 stycznia 2014

Tess Gerritsen zawiodła.

Są autorzy, których książki wypożyczam czy kupuję w ciemno i bardzo rzadko tego żałuję. Po wspomnieniach ekscytujących wieczorów z thrillerami Tess Gerritsen zrobiłam to znów bez wahania.
Na moje nieszczęście nie zauważyłam  z tyłu okładki dopisku : Mira wydawana przez Harlequin.

Miranda Wood wdaje się w romans ze swoim szefem. Rozsądne to czy nie, nie na tym polega miłość.
Przychodzi jednak ten moment, w którym stwierdza, że znajomość z Richardem Tremainem z miłością miała niewiele wspólnego i ucina ich kontakt. Ten jednak nie daje za wygraną i zapowiada swoje pojawienie się w domu panny Wood, toteż kobieta wychodzi, by przeczekać jego wizytę na plaży.
Jak wielkie jest jej zdziwienie, gdy zastaje zwłoki ex-kochanka we własnym łóżku.
Wszystkie dowody wskazują na nią, toteż natychmiast zostaje oskarżona o dokonanie tej zbrodni, ale
ktoś wpłaca za nią ogromną kaucję.
Kto i dlaczego?
I komu tak bardzo zależało, żeby ją wrobić w morderstwo?

Moglibyście się tego dowiedzieć czytając tę powieść, ale zdecydowanie lepiej spędzicie czas sięgając po inne pozycje tej autorki.
Boleśnie przewidywalne wątki, romantyzm jak z niemieckiego porno i nijakie postaci to to, co dostajemy w "Osaczonej".
W razie gdyby czytelnik miał braki w intelekcie, zawsze może wrócić do początku książki, gdzie znajdzie ściągę z bohaterów tej farsy :

Teraz już w wiem, że w przypadku pani Gerritsen warto sprawdzić z jaką książką mamy do czynienia, by nie okazało się, że to (sz)Mira wydawana przez Harlequin.pl.




27 grudnia 2013

Pan Przypadek i celebryci- Jacek Getner

"Pan Przypadek i celebryci" to druga część przygód samozwańczego detektywa- jasnowidza. Tym razem przyszło mu wdepnąć w świat show biznesu. Słowo wdepnąć jest tu użyte nie bez kozery, bo Jacek zabiera nas w podróż w środowisko pełne samouwielbienia, intryg i zazdrości.

Podobnie jak w pierwszej części (recenzja) do rozwiązania są trzy, połączone ze sobą, zagadki.

Pierwsza z nich to zbrodnia na planie serialu "Miłość i Medycyna". Podczas kręcenia zakrapianej alkoholem sceny pogrzebu okazuje się, że grający nieboszczyka Noskowski naprawdę nie żyje.
Oczywistym jest, że nie ma mowy o tym, żeby wczuł się w rolę zbyt mocno.
Czy zabił go któryś z zazdrosnych kolegów ? Koleżanka? A może reżyser, któremu nie na rękę było odejście doktora Stasia z kasowego serialu?

Kolejna sprawa dotyczy zaginięcia Manifestu Komunistycznego, należącego do przekonanego o swojej wspaniałości Bolko Szołtysika. Sytuację komplikuje fakt, że w egzemplarzu znajdują się notatki właściciela, które mogłyby zrujnować jego karierę.
Kochanka? A może jego rywal Fifka? Rozwiązanie zagadki jest zaskakujące i trudne do przewidzenia.

Ostatni przypadek to zniknięcie wschodzącej gwiazdy - Mikele.  Szuka go narzeczona - żądna sławy i niegrzesząca intelektem Kasiya. W trakcie rozwiązywania zagadki okazuje się, że Mikele był nie do końca szczery co do swojej tożsamości. Wyjechał? A może został porwany?

Poza wątkami głównymi, mamy tu mocno rozwinięte wątki poboczne, co, jak wielokrotnie wspominałam, uwielbiam w kryminałach. Miałam okazję być świadkiem rosnącej frustracji podkomisarza Łosia, nieustających walk Boga Seksu z ojcem, a także małej przemiany cynicznego Jacka Przypadka.

Nie da się oderwać od tej lektury. Brak tu przydługich opisów i niczym niewyróżniających się postaci, które zlewają się w jedno.
Po przeczytaniu ostatniej strony żałowałam, że nie poznałam tych książek długo po ich wydaniu, bo znowu odczuwam głód, który zaspokojony zostanie dopiero, gdy ukaże się część trzecia - "Pan Przypadek i korpoludki".  Brzmi ciekawie, prawda?

Za egzemplarz serdecznie dziękuję autorowi- Jackowi Getnerowi. A jeśli macie ochotę poznać bliżej Jacka Przypadka, zapraszam na jego blog : KLIK.

18 listopada 2013

Gdzieś to już czytałam, czyli Camilla Lackberg po raz pierwszy.

"Na kilka dni przed Świętami Bożego Narodzenia Martin Mohlin, młody policjant, udaje się na wyspę Valön, by poznać rodzinę swojej narzeczonej. Podczas uroczystej kolacji niespodziewanie umiera najbogatszy członek rodziny Liljecronas – Ruben. Martin jest przekonany, że senior rodu został zamordowany. Sytuacja staje się jeszcze bardziej niebezpieczna, gdy zamieć śnieżna uniemożliwia się wydostanie z wyspy. Goście są uwięzieni w domu z mordercą.."

Nigdy wcześniej nie miałam styczności z tą autorką, choć oczywiście nazwisko jest mi znane z uwagi na jej słynną sagę kryminalną.
Powyższy opis wydał mi się na tyle interesujący, że sięgnęłam po tę pozycję. Śnieżny tytuł też nieźle pasuje do sytuacji za oknem.
Historia wciągnęła mnie od pierwszych stron - skłócona rodzina, zamknięta w jednym pomieszczeniu na odciętej od świata wyspie. Robi się jeszcze ciekawiej, gdy umiera senior rodu, bo pewnym jest, że musiał dokonać tego ktoś z obecnych na przyjęciu.
Niestety potem nie jest już tak kolorowo- nieporadny młody policjant próbuje rozwikłać zagadkę, rodzinka nadal się kłóci, a mnie zaczyna się lekko nudzić. Książkę uratowało nieco zaskakujące zakończenie, jednak w głowie świtała myśl: już to czytałam.
Tak, u Agathy Christie - mojej niekwestionowanej mistrzyni kryminału, którą ciężko podrobić.
I tym razem się nie udało.

Reasumując, polecam na długi i zimny wieczór, ale trudno spodziewać się tu powalenia na łopatki. 

12 września 2013

Znasz się na grafice? Zrób okładkę książki !


Recenzję przygód Jacka Przypadka możecie przeczytać tutaj : KLIK.
Jacek Getner właśnie kończy kolejną część jego perypetii : "Pan Przypadek i celebryci" i w związku z tym organizuje konkurs na okładkę. Do zgarnięcia jest 1000 złotych i oczywiście fejm :)
Ja niestety potrafię posługiwać się tylko Paintem, ale może ktoś będzie miał ochotę podjąć się tego zadania.
Więcej informacji tutaj.

3 września 2013

Cienie nocy, czyli Kava, Spindler i Ellison razem.

Znam tylko dwie pierwsze autorki, z czego Ericę Spindler niemal na wylot. Objętościowo książka nie jest największa, ale nazwiska na okładce mimo wszystko mnie skusiły. Kupiłam ją jako zapchajdziurę w promocji Empiku 1+1 gratis.

"Morderca psychopata, który wymyka się policji, bezustannie zmienia miejsca pobytu, żeruje na zagubionych i samotnych.Trzy śledcze: detektyw Stacy Killian z nowoorleańskiej policji, porucznik Taylor Jackson z Wydziału Zabójstw w Nashville oraz agentka FBI, Maggie O'Dell, były świadkami najgorszych zbrodni i aresztowały najniebezpieczniejszych przestępców. Czy tym razem morderca je przechytrzy?"

Zaczęło się nieźle, pewnie dlatego, że w całą historię wprowadza nas Erica Spindler. Wartka akcja, właściwe autorce uwielbienie dla wątków emocjonalnych i zainteresowanie czytelnika historią od pierwszych kartek. Niestety potem już nie jest tak kolorowo. Druga część książki została napisana przez J.T. Ellison i... totalnie wybiła mnie z rytmu. Rzekłabym nawet - nudziła.
Sytuację uratowała Alex Kava, przyspieszając akcję w ostatniej części. Książka odzyskała moje zainteresowanie.

Mimo tego, że dwie wyżej wymienione autorki ratują sytuację, całość nie jest specjalnie porywająca. Ot, przyjemna lektura do poczytania w poczekalni u lekarza albo w pksie.

20 lipca 2013

Zerwij z bylejakością, czyli "Sztuka prostoty"

Dominique Loreau zafascynowana sztuką zen wyjechała do Japonii i została tam na stałe.
W swojej książce opisuje minimalizm w życiu codziennym : w stroju, pielęgnacji ciała, domu i diecie.
Mnie do tego daleko, zarówno w garderobie, jak w otoczeniu, toteż chciałam poznać inny punkt widzenia.
Nie powiem, że książka ta zmieniła moje życie. Są porady warte zastosowania (o tym za chwilę), ale też wiele takich, które dla mnie są kompletnym absurdem : jeden posiłek dziennie w niewielkiej miseczce, post, minimalizm w pielęgnacji, polegający jedynie na użyciu oliwy, po czym następuje zachęta do zakupu dobrego podkładu, który, jak wiemy, jest niezwykle naturalny.

"Pusty żołądek sprawia, że myśli są jasne, uszlachetnia umysł i powoduje miłe odczucia"  (?!)
 
Część, którą serdecznie polecam, to ta, która z racji zainteresowań, ciekawiła mnie najbardziej - dieta. Poza kilkoma co najmniej dziwnymi poradami, o których pisałam wyżej, autorka przedstawia coś, do czego każdy z nas powinien, moim zdaniem, dążyć. To minimalizm i prostota w jedzeniu - jedzenie tylko nieprzetworzonej i świetnej jakości żywności.

Przekonuje nas jak ważne jest jedzenie w czystym otoczeniu, w ładnej zastawie.Jedzenie bez pośpiechu, celebrowanie posiłków, ich przyrządzanie.

Reasumując, nie wyobrażam sobie na chwilę obecną wprowadzić wszystkich porad w życie, jednak mimo wszystko warto przeczytać tę książkę i zainspirować się choćby w kilku aspektach naszego życia.

16 lipca 2013

Rzecz o kociej ferajnie czyli "Riko i my".

"(...) ludzie dzielą się na tych, którzy lubią koty, i na tych, którzy jeszcze o tym nie wiedzą."

Chciałabym,żeby to była prawda, ale wiele nieprzyjemnych,rzadko nagłaśnianych, historii pokazuje, że tak nie jest.
Sama nigdy nie byłam wielbicielką zwierząt. W życiu nie zrobiłabym im krzywdy, ale niespecjalnie ciągnęło mnie do ich posiadania.
Do czasu aż moi rodzice przygarnęli małego czarnego kotka. Moją reakcję trudno było nazwać entuzjastyczną. Aż w końcu go zobaczyłam ! Był rozmiaru kuchennego radyjka na stole. Po chwili...
Wsiąkłam już na stałe. Każda wizyta w domu oznaczała niekończące się pieszczoty.

 Przeżyliśmy z nim wiele w ciągu jego króciutkiego życia : ucieczkę, poszukiwania, powrót, wreszcie chorobę, która przez nieudolną diagnozę zakończyła się wiadomym.

Nie mogło mi się zdarzyć nic piękniejszego niż obcowanie z tak wspaniałą istotką jak kot.

Dostałam propozycję zrecenzowania książki Joanny Chełstowskiej i Ludwika Kozłowskiego "Riko i my". Spróbujcie odmówić temu pyszczkowi na okładce :)

Riko - dziko żyjący kot robi rzecz niebywałą w swoim życiu - zbliża się do ludzi. Ba, pozwala się dotknąć, pokazując brzuszek, co jest oznaką niebywałego zaufania.
Z początku ostrożny, zaczyna ufać ludziom i w efekcie sprowadza do ich ogrodu całą swoją nieufną jeszcze rodzinę : Szarosrebrną i ich 4 kociaki.
Powoli oswajają się z nowym domem, ale każdego dnia czeka ich wiele, niekoniecznie wesołych, niespodzianek.
A kocia ferajna stale się powiększa. Swoją drogą...koty muszą mieć specjalny zmysł, bo jak inaczej wytłumaczyć to, że trafiają do dobrych ludzi?
Autorzy bardzo ciekawie opisują stosunki, panujące nie tylko między nimi i kotami, ale także między samymi zwierzakami. Opieka nad słabszymi, walka o dominację, okazywanie wdzięczności ludziom.

"Riko i my" to historia o wspólnym docieraniu się ludzi i zwierząt, zaufaniu,ich przyjaźni, a dla mnie przede wszystkim o dobroci, której przecież teraz tak niewiele.

Polecam kociarzom i wszystkim, którzy być może kiedyś nimi zostaną, dzieciom i każdemu, kto chce się zrelaksować przy przyjemnej książce.
Ja sama na pewno kiedyś przygarnę kotka, nawet jeśli nie zostanę starą panną :)

A teraz trochę uśmiechu :



27 czerwca 2013

Złodziej tożsamości-Erica Spindler



Erici Spindler nie muszę chyba nikomu przedstawiać. To jedna z moich ulubionych autorek. Po jej książki mogę sięgać w ciemno, bo nigdy się nie zawiodę. Charakteryzuje je dokładnie to, czego szukam : zwroty akcji, wątki osobiste i nieszablonowe rozwiązania zagadek.
Nie do końca odpowiadała mi tematyka powieści (hakerzy, konta bankowe), a mimo to, jako totalny laik, nie miałam problemów ze zrozumieniem

Mary Catherine Riggio właśnie schowała zdrowy rozsądek i obawy do kieszeni i zgodziła się wyjść za Dana, którego zna zaledwie pół roku. Sielankę przerywa telefon : znaleziono zwłoki młodego informatyka, któremu skręcono kark. Znika też jego komputer, co każe podejrzewać, że morderstwo mogło mieć coś wspólnego z przestępstwami internetowymi.Teorię tę zdaje się potwierdzać wygląd lokum studenta - mało kto w tym wieku mógłby wieść tak wystawne życie,dorabiając do kieszonkowego od rodziców.

Po pierwszym morderstwie sprawa nabiera rozpędu niczym rollercoaster : giną kolejne ofiary, w tym narzeczony MC i jej kuzyn Tommy, a wraz z nim jego komputer.
Policjantka nie pozwala, by szef odsunął ją od sprawy, chcąc za wszelką cenę pomścić śmierć bliskich osób, działając często poza przyjętymi procedurami.
Uwikłanie w sprawę osób z jej otoczenia może też oznaczać, że dowie się o nich rzeczy, które niekoniecznie ułatwią jej radzenie sobie ze stratą.

Trudno oderwać się od tej książki. Dokładnie w momencie, w którym pomyślałam, że akcja trochę zwalnia, autorka serwowała mi kolejny skok ciśnienia. W efekcie spędziłam cały dzień na balkonie i dorobiłam się przy tym czekoladowej opalenizny. Czego chcieć więcej?

30 maja 2013

Armia. Instrukcja obsługi.

Książka to wywiad-rzeka z gen. Polko, przeprowadzony przez Paulinę Bolibrzuch. Innymi słowy: wywiad cywila z żołnierzem.
To dziewięć rozdziałów, w których poznajemy codzienne życie w wojsku i dowiadujemy się które powszechnie znane opinie można włożyć między bajki (Ciekawostka: grochówki z wojskowych festynów chłopaki w życiu na oczy nie widzieli).

Lektura o tyle ciekawa, że generał Polko zaczynał we wrocławskim ZMECHu, a skończył jako dowódca GROMu. Jednym słowem: jest co opowiadać.
Codzienna musztra, tuptanie, posiłki, od których żołądek podchodzi do gardła i najistotniejsze - dyscyplina- rzecz najważniejsza. Wielu wyśmiewa wojskowe regulaminy, bezsensowne zapisy, czy demonizuje falę. Warto sięgnąć po tę książkę, by choć spróbować zrozumieć, że pewne, niezrozumiałe dla nas-cywili, zasady są niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania armii.

Generał Polko opowiada także o swoich operacjach w byłej Jugosławii (UNPROFOR), Kosowie (KFOR), czy w Iraku. Irak, czy Afganistan to tematy bardzo chętnie omawiane w mediach. Nie muszę dodawać, że często przez osoby, które, mówiąc bez ogródek, bladego pojęcia o tym nie mają. Dobrze jest spojrzeć na sytuację na świecie oczami osoby bezpośrednio zaangażowanej :  

"Wojsko nie jest idealnym narzędziem do zaprowadzania pokoju, tyle że nikt póki co nie wynalazł lepszego. Świat jest niestety tak skonstruowany, że uzbrojony żołnierz, nawet jeśli karabinu nie używa, wciąż najlepiej powstrzymuje tych, co pokoju nie chcą. Problem zaczyna się w sytuacji, gdy po działaniach wojennych nie ma pomysłu na stabilizację, na mozolne wprowadzanie pokoju, normalności, demokracji."

Książkę polecam tym, których ciekawi jak jest "tam w środku" na co dzień, ale i w sytuacjach, kiedy poranne ćwiczenia trzeba wykorzystać w rzeczywistości. Dużymi jej atutami wizualnymi są ładne wydanie, dowcipy o żołnierzach i rysunki Piotra Suchodolskiego, ale znajdziemy tu także statystyki o kobietach w WP, przejrzyście przedstawione stopnie wojskowe i poradnik kto i jak może wstąpić do armii.
Sama nie dokonałam wielkiego odkrycia, ponieważ od najmłodszych lat latałam po jednostce, obserwowałam życie codzienne żołnierzy i wiele słyszałam od mojego ojca. Dobrego, ale i złego. Trochę szkoda, że wielu tych brudnych aspektów armii nie poruszono w książce, ale widocznie taki był jej zamysł.

*s.202

19 maja 2013

Pan Przypadek i trzynastka - Jacek Getner



Doskonale wiecie, że jestem wielką fanką pióra Jacka Getnera. Barwne opisy osób i sytuacji to jego specjalność, a mnie tego nigdy nie dość.

Tym razem miałam przyjemność przeczytać pierwszą z czternastu części przygód Jacka Przypadka - detektywa z .. przypadku, któremu mimo  trzydziestu lat na karku niespieszno do ustatkowania się i prowadzenia kancelarii z ojcem. Wiecznie przygotowuje się do maratonu, w którym jeszcze nie wystartował i to właśnie podczas kolejnego treningu dostaje pierwsze "zlecenie" od sąsiadki, której zaginęły cenne obrazy.

Głównym podejrzanym jest Gelberg - antykwariusz, który wielokrotnie próbował odkupić dzieła od pani Irminy i był widziany tego dnia w pobliżu jej mieszkania.
Równolegle z Przypadkiem śledztwo prowadzi, jak zawsze niezawodna, policja, a dokładniej podkomisarz Łoś, który ma osobistą obsesję na punkcie Jacka. Nienawidzi go mocniej z każdą rozwiązaną zagadką, a tych w książce mamy trzy.

Łączą je główni bohaterowie, życie prywatne Jacka i tytułowa trzynastka, która pojawia się w życiu naszego detektywa.
Samym "zbrodniom" daleko do trzymających w napięciu opisów Agaty Christie, ale mimo wszystko mocno polecam wszystkim, którym nie brak poczucia humoru i którzy, jak ja, czytając kryminały mocno przywiązują się do głównego bohatera.

14 marca 2013

Pod niemieckimi łóżkami - J. Polanska

Lubię oglądać "Zawody 24h" i poznawać tajniki pracy w różnych branżach.
Na temat swojej miałabym niemało do powiedzenia, dlatego też sięgnęłam po tę książkę :)

Justyna Polanska wyjechała do Niemiec, jak to mówią, za chlebem. Podjęła pracę w charakterze sprzątaczki i to właśnie w jej sekrety postanowiła nas wdrożyć.
Szczerze?
Nie poczułam się specjalnie wdrożona. W zasadzie wszystko to było napisane bez ładu i składu, włącznie z przydługim opisem jej wesela, który nijak miał się do całości.
Właściwie nie ma się tu nawet nad czym rozwodzić, spodziewałam się czegoś lepszego.

Na szczęście czytałam tę książkę siedząc 3 godziny w poczekalni szpitala, więc i tak nic lepszego nie miałam do roboty. W innym wypadku, nie polecam.

21 lutego 2013

"Piłka nożna.O co w tym wszystkim chodzi?" D. Rekosz

Do kobiet dla których spalony może być kotlet na patelni nie zaliczam się od dawna, jednak zasady piłki nożnej znałam do tej pory dość pobieżnie.
Jako, że od Euro 2012 mecze oglądam bardzo chętnie i, co tu dużo mówić, ekspresyjnie, uznałam, że to pozycja obowiązkowa.

Dariusz Rekosz bardzo zręcznie i lekko wprowadza nas w tajniki piłki nożnej : od historii powstania tej dyscypliny (co do tego skąd się ona wzięła nadal nie ma jednej wersji), przez zasady, hipotetyczne sytuacje aż po złotą dwudziestkę piłkarzy. Tekst doskonale dopełniają ilustracje, dzięki którym łatwiej zrozumieć opisywane fragmenty gry. Momentami można się nieźle uśmiać, co uważam za dodatkową zaletę książki, gdyż w gąszczu wszystkich zasad można by przysnąć.

Najbardziej zaskoczyły mnie dwie rzeczy, o których wcześniej nie miałam bladego pojęcia :

*Wiadomo, że gdy dogrywka nie zakończy się rozstrzygnięciem meczu, dyktowane są rzuty karne. Gdy seria 5 rzutów nadal nie wyłoni zwycięzcy, powtarza się je. Ok, ale... w ostateczności można wylosować zwycięzcę !
Taka sytuacja miała miejsce w 1968 roku w meczu między ZSRR a Włochami. Rzut monetą zapewnił zwycięstwo Włochom.

*Grę w meczu towarzyskim symbolicznie może rozpocząć osoba postronna np. król, prezydent, szejk czy... żona prezesa klubu ! Chciałabym zobaczyć jak królowa Elżbieta wprowadza piłkę do gry :)

Czy mecz może się odbyć, gdy na boisku jest siedmiu zawodników?
A pięciu?
Jak zakłada się wózek?
Czy da się wygrać mecz, strzelając gola ręką?  (Podpowiem, że, wbrew temu co Wam się zdaje, da się)
Co to znaczy podać w uliczkę?
A założyć siatkę?


Sprawdźcie sami ! Zaręczam, że warto.
Tymczasem chętnie sprawdzę swoją nowo zdobytą wiedzę w praktyce.

15 stycznia 2013

50 twarzy Greya

"Studentka literatury Anastasia Steele przeprowadza wywiad z młodym przedsiębiorcą Christianem Greyem. Niezwykle przystojny i błyskotliwy mężczyzna budzi w młodej dziewczynie szereg sprzecznych emocji. Fascynuje ją, onieśmiela, a nawet budzi strach. Przekonana, że ich spotkania nie należało do udanych, próbuje o nim zapomnieć – tyle że on zjawia się w sklepie, w którym Ana pracuje, i prosi o drugie spotkanie. Młoda, niewinna dziewczyna wkrótce ze zdumieniem odkrywa, że pragnie tego mężczyzny. Że po raz pierwszy zaczyna rozumieć, czym jest pożądanie w swej najczystszej, pierwotnej postaci. Instynktownie czuje też, że nie jest w swej fascynacji osamotniona. Nie wie tylko, że Christian to człowiek opętany potrzebą sprawowania nad wszystkim kontroli i że pragnie jej na własnych warunkach… Czy wiszący w powietrzu, pełen namiętności romans będzie początkiem końca czy obietnicą czegoś niezwykłego? Jaką tajemnicę skrywa przeszłość Christiana i jak wielką władzę mają drzemiące w nim demony?"
Kilka razy już wspominałam, że nie mam w zwyczaju pływania na falach zachwytów nad różnymi nowościami wydawniczymi typu "Zmierzch" czy książki Larssona. Tu jednak było inaczej. Może ze względu na tematykę, może z ciekawości, nie wiem.
Zewsząd słyszy się : "Książka, która zmieniła życie seksualne milionów kobiet". Współczuję.
Powiem zwięźle : tragedia w trzech aktach. Autorka jest gospodynią domową, która naczytała się Zmierzchu. Myślę, że powinna jednak pozostać przy smażeniu kotletów.

600 stron pisaniny o niczym. Nie znajdziemy tu porywającej fabuły, lekkiego pióra, opisów aktów seksualnych. Znajdziemy za to powtarzające się co parędziesiąt stron te same sytuacje, masę powtórzeń i.. moje ulubione : FATALNE TŁUMACZENIE. Aż mnie mierziło momentami. Wyobraźcie sobie : czytacie opis smagania pejczem w pokoju z czerwonymi kanapami, a niezwykle irytująca, a zarazem bezbarwna główna bohaterka mówi do siebie w myślach: "O Święty Barnabo!". Adekwatne, nie ma co.

Podsumowując : ogromny sukces marketingowy, za którym absolutnie nic nie idzie, chyba że niezły ubaw dla osób, które kiedyś miały cokolwiek wspólnego z bdsm. Autorka na pewno nie miała :)




26 grudnia 2012

Penguin active reading : And then there were none

Mam podejrzenia, że mogę być ostatnią osobą, która poznała penguiny, ale co tam.

Penguin active reading to znane i lubiane przez nas książki, pisane w języku angielskim, dzięki którym możemy uczyć się angielskiego na 5 poziomach:
1. easystarts 200 słów kluczowych
2. Beginner 300 słów kluczowych
3. Elementary 600 słów kluczowych
4. Pre-Intermediate 1200 słów kluczowych
5. Intermediate 1700 słów kluczowych

To seria cienkich, bogato ilustrowanych książeczek wraz z ćwiczeniami, które pojawiają się co kilka rozdziałów. Często pojawiają się ćwiczenia najbardziej przydatne dla mnie : "Language in use", czyli po prostu gramatyka.

Wybrałam książkę mi znaną, więc pozbawiłam siebie sporej części frajdy w domyślaniu się kto był zabójcą. Recenzji samej treści nie będę zamieszczać, gdyż takowa pojawiła się już na moim blogu.

Książka przypisana jest do poziomu czwartego - pre-intermediate i okazała się dla mnie zbyt łatwa. Nie doceniam siebie  :) Nie poznałam ani jednego nowego słówka, ale za to czytając wszystko ciągiem na pewno ulepszyłam poprawną konstrukcję zdan i pytań, co uważam za obecnie najważniejsze w moim doskonaleniu języka.

Seria tych książeczek zostanie ze mną na dłużej, gdyż mój cel numer 1 na rok 2013 to rozwój intelektualny i zawodowy :) Chciałabym doprowadzić swój angielski do biegłego w piśmie i W SZCZEGÓLNOŚCI w mowie, bo to kuleje zdecydowanie.

PS Do książki dołączona jest płyta, którą tylko przejrzałam. Nie bardzo wiedziałam co i jak, więc czytałam bez niej. Podobno lektor czyta całą treść, choć tej opcji na CD nie mogłam znaleźć. Niedługo biorę się za Sherlocka Holmesa i spróbuję przeczytać go razem z lektorem, co pozwoli mi dodatkowo się osłuchać.

15 grudnia 2012

Erynie - M. Krajewski

Jako rodowita Wrocławianka, uwielbiam twórczość Marka Krajewskiego. Mroczny, brudny Wrocław, zbrodnie i Eberhard Mock.
Jako marząca o Lwowie dzień i noc, musiałam sięgnąć po "Erynie".
I troszkę się zawiodłam.

We Lwowie na początku 1939 roku ginie dziecko. Ginie - mało powiedziane. Zostaje całkowicie połamane i powykręcane żywcem, a potem nakłute szpikulcem.
Komisarz Edward Popielski rozumie niepokój mieszkańców Lwowa, gdyż sam ma 1,5 rocznego wnuka. Mimo, że chce odejść na emeryturę, podejmuje się rozwiązania tej sprawy.

Nie jest on typowym pulicajem - chleje na umór, burdele to jego drugi dom, a swoją pracę wykonuje tylko w nocy, gdyż choruje na epilepsję. Zawsze jednak jest zadbany, ubrany starannie w szyte na miarę garnitury i melonik, a dla rodziny zrobiłby wszystko, o czym mamy okazję przekonać się podczas lektury. To lubię u tego autora - kreację głównego bohatera, którego poznajemy od podszewki.

Mimo wspaniałego kunsztu pisarskiego i dobrego pomysłu, książka dłużyła mi się i nie wciągnęła, tak jak seria o Breslau. Godne podziwu, że Marek Krajewski wspaniale oddał gwarę lwowską oraz swoją znajomość łaciny, jednakże ja, jako nieznająca ani jednego ani drugiego, miałam ogromny problem z odbiorem dialogów.

To, co zatarło średnie wrażenie to prolog i epilog, które wprost mistrzowsko spinają całą historię. Ten mocny akcent na końcu bardzo pozytywnie mnie zaskoczył i zachęcił do sięgnięcia po inne książki z Popielskim w roli głównej.


23 listopada 2012

Afery i skandale II RP - S. Koper

To kolejna książka Sławomira Kopra, z którą mam do czynienia i kolejna, traktująca o II RP.
Moje pierwsze skojarzenie, jakie nasuwa się, gdy mówimy o tym okresie to patriotyzm, walki o granice, postaci z kręgu kultury.
Jeśli ktoś interesuje się tym okresem wie jednak, że nie był on tak kryształowy.
I właśnie o tym dla odmiany jest ta pozycja - nie o blaskach, lecz o cieniach II Rzeczypospolitej.

Znajdziemy tutaj znane wielu ciemne karty okresu 20-lecia międzywojennego, jak : Bereza Kartuska, Brześć, zabójstwo prezydenta Narutowicza, czy samobójstwo Walerego Sławka, jednakże opisane w niecodzienny, rzadko spotykany sposób. Nie spotkamy tu suchych faktów, a wiele zdjęć, cytatów oraz komentarzy autora.
Mimo, że tym okresem interesuję się od dawna, autorowi udało się wielokrotnie mnie zaskoczyć informacjami, o których wcześniej nie miałam pojęcia.

Warto sięgnąć po tę pozycję, aby przekonać się, że ten okres to nie tylko piękne postawy, godni podziwu ludzie, ale też upadek obyczajów politycznych, zagadki kryminalne i skandale obyczajowe.

Chciałabym, żeby tak wyglądały podręczniki do historii. Może wtedy spotykalibyśmy mniej ignorancji i rażącej niewiedzy wśród młodych ludzi, której przykład możecie zobaczyć w jednym z odcinków programu "Matura to bzdura" - programu, który mnie nie śmieszy, a zwyczajnie wkurza i czasami smuci.




23 października 2012

Powracam ! Zemsta - Sharon Osbourne

O tym dlaczego sięgnęłam po tę książkę nie muszę chyba nawet pisać. Nazwisko na okładce mówi wszystko. Oczywiście po samej książce nie spodziewałam się wyżyn.

Margaret Michaels w pogoni za sławą i wielkim światem wyjeżdża z małego miasteczka do Londynu.
Rzeczywistość nie okazuje się dla niej tak świetlana, jak jej się z początku wydawało.
Nie ma "tego czegoś", co pozwoliłoby jej zaistnieć. Stoi więc za barem u pewnego staruszka i tam poznaje Dereka Stone'a - typowego bad boya, który rychło ją zostawia i to nie samą, a z brzuchem.
Smutne zakończenie? Ależ nie. Z opresji ratuje ją rycerz na białym koniu- brat Dereka, George.

Gdy konieczność porzucenia marzeń staje się dla Margaret coraz bardziej jasna, postanawia zrobić absolutnie wszystko, aby choć jedna z jej dwóch córek zrobiła karierę.
Z naciskiem na jedną, bo nie da się ukryć, że jej podejście do Chelsea- córki Dereka jest o wiele inne niż do córki George'a - Amber.

Książka pokazuje nam rywalizację sióstr, kontrolę matki, a przede wszystkim brutalny świat Hollywoodzkiego show biznesu.
A któż zna go lepiej niż żona Ozzy'ego?





Podsumowując, książka bardzo przyjemna w odbiorze, jednak odbierałam ją tylko podczas wylegiwania się w wannie :)
To, co mnie straszliwie irytowało to opisy seksu- dźgał ją KOGUTEM i temu podobne wywoływały u mnie lekki niesmak pomieszany z rozbawieniem.  (edit: Linka mnie oświeciła, że przecież cock to po angielsku i kogut i penis, toteż wina raczej leży po stronie tłumaczenia. Nie zastanowiłam się nad tym i zwracam honor samej autorce ;)  )