
"Ben i Claudia przed ślubem postanowili: żadnych dzieci. Wbrew presji otoczenia i oczekiwaniom najbliższych chcieli być tylko dla siebie i korzystać z uroków życia. Początkowo jednomyślni w swojej decyzji, przeżywają kryzys, gdy nagle Ben zaczyna pragnąć dziecka. Czy uda im się dojść do porozumienia? Pogodzić dziecko z karierą? Czy Claudia zmieni zdanie i poczuje macierzyński instynkt? "
Nie ma co za wiele się rozpisywać na temat tej książki. Lekka, miła i przyjemna bajka do poczytania w sam raz na leniwe dni przedświąteczne. Na półce czeka na mnie "Coś pożyczonego" tej autorki i na pewno chętnie sięgnę po te pozycję ze względu na prostotę języka.
5 komentarze:
Ja też bardzo lubię książki Giffin, właśnie ze względu na tą prostotę ;)
Widziałam w bibliotece, ale ominęłam. Może następnym razem.
"Coś pożyczonego" jest bardzo fajne :)) trochę jak bajka o Kopciuszku, ale przez to bliskie i znajome. Polecam :))
zapraszam do łąńcuszkowej zabawy
Toska - książa jest życiem naszych czasów
"Coś pożyczonego" to świetna książka, gdy ma się ochotę po prostu coś poczytać: bez żadnych dodatkowych wymagań:)
Pozdrawiam
Prześlij komentarz