24 listopada 2011

Światła września - C. R. Zafon


Lata 30-te, Francja. Po śmierci głowy rodziny pani Sauvelle i dwójce jej dzieci- Irene i Dorianowi, delikatnie mówiąc, nie powodzi się najlepiej. Do pewnego dnia, gdy sąsiad załatwia jej pracę i mieszkanie u fabrykanta zabawek - Larazusa Janna. Wkrótce okaże się, że ten bajkowy świat maszyn i pięknych wnętrz rezydencji Cravenmoore kryje w sobie wiele niebezpiecznych tajemnic.

Zafon już w pierwszych kilku zdaniach wyjaśnia, że to książka dla młodzieży, ale nie tylko do niej skierowana. Mamy tu także elementy fantastyki, a dwie powyższe rzeczy raczej mnie zniechęcają, niż nakłaniają do lektury. Cóż jednak mam zrobić, że Zafon to Zafon? Zakochałam się w nim po Cieniu wiatru, a Marina przypieczętowała moją miłość. Najmniej z dotychczasowych spodobały mi się właśnie Światła września.

Od początku uderza bardzo kwiecisty język i ciekawa fabuła. Obie te rzeczy w połowie książki zaczęły mnie nużyć - akcja, mimo, że przyspieszała z każdą stroną, męczyła. Coś jednak nie pozwoliło mi odłożyć tej książki- chciałam poznać rozwiązanie tajemnicy mrocznego miejsca i jego mieszkańców. Poznałam i... nic.
Nijak nie zniechęciło mnie to jednak do pisarza, gdyż klimat, jaki buduje w swoich powieściach jest niepowtarzalny i, szczerze mówiąc, bardzo chciałabym zobaczyć ekranizację tej książki, a szczególnie rezydencję Lazarusa. Myślę, że przyciągnęłaby ona do kin nie tylko młodzież, ale także wielu dorosłych.

Za egzemplarz bardzo dziękuję wydawnictwu MUZA


2 komentarze:

Bujaczek pisze...

Skończyłam ostatnio Cień wiatru i bardzo mi się podobało więc mam nadzieję, że na tej się nie zawiodę ;)

Linka pisze...

U mnie dopiero w kolejce, ale nie mogę się doczekać :)

Prześlij komentarz