25 sierpnia 2011

Dzień oprycznika - W.Sorokin


To moje pierwsze spotkanie z Sorokinem. W ramach wyzwania podjętego dla samej siebie po raz kolejny sięgnęłam po literaturę traktującą o Rosji.
To powieść futurystyczna - jej akcja ma miejsce w 2027 roku gdy Rosja jest państwem religijnym, odgrodzonym murem od reszty świata, prym na świecie wiodą Chiny, a oprycznina ma wiodącą rolę w kraju, zaraz po wielkim Monarsze.

Na wstępie krótko wyjaśnię czym była oprycznina. To pierwszy swoisty aparat represji w Rosji Iwana IV Groźnego, mający na celu walkę z opozycją cara.
W powieści Sorokina te czasy wracają - tym razem oprycznicy nie nabijają psich głów na kij, a kładą je na swoje lśniące mercedesy.
Wraz z Sorokinem przyglądamy się jednemu dniowi z życia Andrieja Daniłowicza Komiagi - tytułowego oprycznika, który jak przystało na pełnioną funkcję, musi zrównać z ziemią kilka domów, dokonać gwałtu, a w międzyczasie dać sobie radę z potwornym kacem.

Książkę czytało mi się dość szybko, styl pisania dość mocno mnie zmęczył, a i cała historia często zniesmaczała.
Być może to nieodpowiednie zrozumienie tematu, być może po prostu nie mój gust, ale nie zachwyciła mnie ta książka. Muszę sięgnąć po "Cukrowy Kreml". Może kontynuacja "Dnia oprycznika" bardziej przypadnie mi do gustu.

3 komentarze:

Bujaczek pisze...

Może po nią sięgnę właśnie na potrzeby wyzwania ;)

Smaczna Książka pisze...

No to podziwiam za samozaparcie, ja nie jestem w stanie ciągnąć lektury gdy uważam ją za gniota. A tu proszę, chcesz następną część.

Linka pisze...

Hmm. Z Twojej recenzji wynika, że powinnam trzymać się od niej z daleka. Mimo wszystko, podziwiam za konsekwencję w wypełnianiu wyzwania. :)

Prześlij komentarz