10 grudnia 2011

Rodzinnych ciepłych świąt - M.Parus

Okna kuchni pokrywa para z gotujących się bez przykrycia warzyw na sałatkę, powietrze wypełnia słodki aromat pierniczków i kruchych ciasteczek ułożonych w wielkiej, przykrytej nawoskowanym papierem misie.

I tak zaczyna się opis każdej Wigilii w domu Leny. Nie oznacza to, że każda Wigilia jest taka sama. Z każdym rokiem przynosi coraz to nowe zmiany - coraz większe zaznaczanie swojej obecności w domu przez Bronię - teściową Leny, jej coraz większy wpływ na syna oraz kłótnie małżeńskie Leny i Grzegorza.
Z pozoru mają wszystko - wprowadzili się właśnie do nowego domu, na brak finansów w żadnym razie nie mogą narzekać, mają dwie piękne córki, które co roku zasypywane są górą prezentów spod choinki.
Jednak z każdym rokiem rodzina gubi magię świąt, niczym choinka z okładki gubi igły, aż do smutnego finału.

Przez niewielkie okno wpadają do kuchni promienie wiosennego słońca, zbyt nieśmiałe, żeby Kamila mogła obyć się bez sztucznego światła, kiedy układa wędliny na półmisku.

Kamila to siostra Leny, która potępia siostrę za kupowanie części potraw na święta, za zbytnie rozpuszczanie dzieci, w duchu jednak zazdrości jej Grzegorza, który zapewnia dobrobyt żonie i dzieciom. Sama wyszła za Henia - ciapowatego pantofla, którego jednak kocha. Synkowi nie pozwala się przemęczać, bo biedaczek studiuje i musi odpoczywać w wolne dni, bynajmniej nie ucząc się do jednego z wielu warunków na studiach, na które oczywiście nie zasłużył. Kamila jednak co roku uśmiecha się, bo jak można zepsuć święta kłótniami o takie bzdury jak siostra Henia i jej dziecko?

Ta książka zmusiła mnie do refleksji nad świętami. Od dawna mam wrażenie, że Katolicy zgubili ich istotę, być może nawet nigdy jej nie pojmowali, wychowując się w domach pełnych pozorów. Po co cieszyć się z narodzin Chrystusa, skoro można puścić Last Christmas, pochodzić po marketach, postać w kilometrowych kolejkach, żeby zastawić się i pokazać przed rodziną i na zmęczoną kilkudniową harówką twarz przykleić sztuczny uśmiech, bo przecież święta to czas radości.
Tak, nie znoszę świąt, bo wtedy zostaję zasypana zwiększoną dawką sztuczności, która wylewa się zewsząd.
Właśnie to pokazała Magda Parus - nerwówka, pęd nie wiadomo za czym, życzenia z nutką, a może nawet pięciolinią złośliwości. Pokazała, że często rodzinne i ciepłe święta są takie tylko na obrazkach w telewizji, rzeczywistość nie jest tak kolorowa.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Muza.

2 komentarze:

kolmanka pisze...

typowo świąteczna pozycja:) Strasznie się cieszę, bo lektura jeszcze przede mną.

Bujaczek pisze...

Bardzo fajna i wciągająca książka. Warto przeczytać ;)

Prześlij komentarz