16 lipca 2013

Rzecz o kociej ferajnie czyli "Riko i my".

"(...) ludzie dzielą się na tych, którzy lubią koty, i na tych, którzy jeszcze o tym nie wiedzą."

Chciałabym,żeby to była prawda, ale wiele nieprzyjemnych,rzadko nagłaśnianych, historii pokazuje, że tak nie jest.
Sama nigdy nie byłam wielbicielką zwierząt. W życiu nie zrobiłabym im krzywdy, ale niespecjalnie ciągnęło mnie do ich posiadania.
Do czasu aż moi rodzice przygarnęli małego czarnego kotka. Moją reakcję trudno było nazwać entuzjastyczną. Aż w końcu go zobaczyłam ! Był rozmiaru kuchennego radyjka na stole. Po chwili...
Wsiąkłam już na stałe. Każda wizyta w domu oznaczała niekończące się pieszczoty.

 Przeżyliśmy z nim wiele w ciągu jego króciutkiego życia : ucieczkę, poszukiwania, powrót, wreszcie chorobę, która przez nieudolną diagnozę zakończyła się wiadomym.

Nie mogło mi się zdarzyć nic piękniejszego niż obcowanie z tak wspaniałą istotką jak kot.

Dostałam propozycję zrecenzowania książki Joanny Chełstowskiej i Ludwika Kozłowskiego "Riko i my". Spróbujcie odmówić temu pyszczkowi na okładce :)

Riko - dziko żyjący kot robi rzecz niebywałą w swoim życiu - zbliża się do ludzi. Ba, pozwala się dotknąć, pokazując brzuszek, co jest oznaką niebywałego zaufania.
Z początku ostrożny, zaczyna ufać ludziom i w efekcie sprowadza do ich ogrodu całą swoją nieufną jeszcze rodzinę : Szarosrebrną i ich 4 kociaki.
Powoli oswajają się z nowym domem, ale każdego dnia czeka ich wiele, niekoniecznie wesołych, niespodzianek.
A kocia ferajna stale się powiększa. Swoją drogą...koty muszą mieć specjalny zmysł, bo jak inaczej wytłumaczyć to, że trafiają do dobrych ludzi?
Autorzy bardzo ciekawie opisują stosunki, panujące nie tylko między nimi i kotami, ale także między samymi zwierzakami. Opieka nad słabszymi, walka o dominację, okazywanie wdzięczności ludziom.

"Riko i my" to historia o wspólnym docieraniu się ludzi i zwierząt, zaufaniu,ich przyjaźni, a dla mnie przede wszystkim o dobroci, której przecież teraz tak niewiele.

Polecam kociarzom i wszystkim, którzy być może kiedyś nimi zostaną, dzieciom i każdemu, kto chce się zrelaksować przy przyjemnej książce.
Ja sama na pewno kiedyś przygarnę kotka, nawet jeśli nie zostanę starą panną :)

A teraz trochę uśmiechu :



2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Pani Agnieszko,

Naprawdę ludzie dzielą się na tych, którzy koty lubią, i na tych, którzy jeszcze o tym nie wiedzą - tyle, że czasem trzonka od kilofa albo pewnej ręki brak, żeby części z tych drugich tę oczywistą oczywistość uświadomić...

Pozdrawiam,

Riko

Linka pisze...

Brzmi fajnie, ciekawie, aczkowlwiek nie przepadam za kotami... Jakoś wolę psy. ;) Może kiedyś przeczytam :)

Prześlij komentarz